"BednarSzok" był Niezależnym Internetowym Serwisem Informacyjnym poświęconym Zespołowi Szkół "Bednarska". Działał w latach 1999-2006.
Poniższe informacje prezentowane są wyłącznie dla celów archiwalnych.
 
Szukasz oficjalnej strony Bednarskiej? www.bednarska.edu.pl
16.04.2026, imieniny Bernarda, Biruty, Erwina
BednarSzok >> Przed_wyborami

Kiedyś chodziłem do dziwnej szkoły.

W tej szkole w jednej klasie byli bardzo różni uczniowie. Biedni i bogaci, zdolniejsi i mniej zdolni, stąd i stamtąd. W tej szkole byli bardzo różni nauczyciele. Młodsi i starsi, doświadczeni i nowicjusze, mniej i bardziej lubiani. W tej szkole byli bardzo różni ludzie. Ci z mojej i ci z zupełnie innej bajki. Z niektórymi łączyło mnie tylko jedno - nasza szkoła.

Wierzyliśmy, że ta szkoła jest "nasza", bo traktujemy siebie jak równych. Równych, czyli jednakowo godnych szacunku, choć pełniących w szkole odmienne role. Takie myślenie dało początek szkolnej demokracji. Trzeba było przecież ustalić, gdzie nasze prawa są równe, a gdzie każdy stan tworzący szkołę zachowuje odrębność.

Być może wtedy było łatwiej. Nasz kraj budował się od nowa - budując Rzeczpospolitą Szkolną łatwiej było mieć dla niej szacunek. Łatwiej przestrzegać praw, które powstawały na naszych oczach. I przy naszym udziale.

Pokażę Wam ciekawy przykład. W liceum mieliśmy przedmiot o nazwie Prace Pożyteczne. (Nie miał on nic wspólnego ze znanymi z podstawówki ZPT-ami, czyli Zajęciami Praktyczno-Technicznymi, na których chłopcy uczyli się wbijać gwoździe, a dziewczęta gotować. A częściej na odwrót.) Na zaliczenie Prac Pożytecznych musieliśmy sprzątać szkołę (wtedy w szkole nie było W OGÓLE sprzątaczek!), dbać o ogród, wykonywać inne prace na rzecz szkoły. Mieliśmy specjalne karty Prac Pożytecznych, gdzie nauczyciele wpisywali nam, co robiliśmy i ile czasu. Oprócz codziennego sprzątania musieliśmy zaliczyć 20 godzin pracy. Nie było może najprzyjemniejszym zajęciem bieganie z odkurzaczem wokół sali kinowej, ale rozumieliśmy argument, że dzięki naszej pracy szkoła jest przystępna dla wielu ludzi, którzy w innych okolicznościach skazani byliby na "edukację publiczną" - a wtedy, w 1990 roku, był to synonim samego diabła.

I nagle jeden z moich kolegów wymyślił, jak można uatrakcyjnić Prace Pożyteczne. Wymyślił bednary - szkolną walutę. Nauczyciele płacili nią za prace. A my mogliśmy kupować oceny z Prac Pożytecznych. Potem uczniom udało się uchwalić wymienialność bednara. Wielu nauczycieli było temu przeciwnych. Ale uczniowie nadal prześcigali się w pomysłach. Powstał nawet kantor bednarowy (ale szybko upadł, bo nie wzbudził zainteresowania). Minęło trochę czasu, zanim Sejm uchwalił, że nie powinien istnieć przedmiot, z którego oceny można kupić.

Prace pożyteczne poszły w niepamięć - pozostało czesne bednarowe. Równe dla wszystkich w danym roczniku. Wysokość czesnego była (i nadal jest) uzależniona od liczby prac przewidzianych na dany rok w szkole. Kiedyś musieliśmy sprzątać klasy i szkołę i dodatkowo odpracować dwadzieścia godzin. Dziś Wy musicie sprzątać i dodatkowo przepracować kilkanaście albo kilka godzin. Łatwo dostrzec, że macie trochę lepiej, niż było przed kilku laty.

Dlaczego o tym piszę? Bo słyszę postulaty zmian w systemie bednarowym. Obniżenia czesnego lub podwyższenia stawek. Niestety, są to wielkości ściśle od siebie zależne. Nie da się podnieść lub obniżyć jedną nie ruszając drugiej. Można za to zmienić cały system. Ale trzeba mieć pomysł, co pojawi się po zmianie. Oby nie znowu karty Prac Pożytecznych.

System bednarowy zmian wymaga. I to nie takich, jak w zeszłym roku, wprowadzonych na podstawie przeprowadzonych w szkole ankiet. Tych zmian nikt z Was nie odczuł, bo nie stał za nimi żaden pomysł.

Chciałbym, by po tych wyborach udało się znaleźć sposób, który zmniejszyłby liczbę rozczarowanych. I nie zniszczyłby podstaw, na których zbudowano tę dziwną szkołę.

Kiedyś chodziłem do dziwnej szkoły.
Dziś "chodzę" do tej samej. I chcę, by była taka sama.
Kandyduję do Rady Szkoły.

Krzyś Sikora


BednarSzok.pl 1999 - 2006
Pewne prawa zastrzeżone