Bednarska dawno nie widziała takiego wydarzenia. Musical "Mac Bad" przygotowany przez rocznik Komórkowców na studniówkę tegorocznych maturzystów cieszy się ogromną popularnością. Zaraz po studniówce zaczęły do nas dochodzić informacje o świetnej jakości przedstawienia, nadsyłane przez zachwyconych widzów, a w poniedziałek sami mogliśmy podziwiać jego ogromny rozmach. Przyszło tyle ludzi, że przedstawienie trzeba było odegrać dwukrotnie, a za każdym razem kończyło się owacjami na stojąco. Wkrótce po tym czytelnicy "BednarSzoku" zaczęli formułować apele o powtórzenie widowiska.
Fabuła została oparta na dziele Shakespeare o podobnym tytule, ale przeniesiona w realia gangsterskich lat dwudziestych. Doskonała scenografia, oprawa muzyczna, dynamiczna gra aktorów i nawiązania do innych dzieł kultury sprawiają że "Mac Bada" ogląda się znakomicie.
A oto recenzja przygotowana przez Andrzeja z Mezaliansu:
Tegoroczna studniówka toczyła się w oparach prohibicji. Kto jedak wpadł na pomysł zaprawienia tego Szekspirem - zeznania są sprzeczne. Niemniej powstał musical Komórkowców, który na pół godziny przybijał do fotela (czytaj: ławki). "Mac Bad" otwiera pełna zgiełku scena napadu na bank i wywleczenia kasjera, który wśród wystrzałów ginie.
Podążający z łupem Mac Bad trafia do trzech czarownic, które przepowiadają mu rządy w Rodzinie. Rozpoczyna się zabawa z widzem, który nie mogąc oderwać wzroku od aktorek i aktorów, musi równocześnie załapać, gdzie kończą się słowa poety ze Stratfordu nad rzeką Avon a rozpoczyna wstawka z "Chicago" Boba Marshalla. Przejście bywa mylne, gdyż rolę klamr pełnią tu piosenki napisane przez samych aktorów.
W przedstawieniu, które oglądałem - a było to ostatnie, bo na poprzednie zabrakło już biletów - publiczność najgoręcej zareagowała, podnosząc się z krzeseł, ujrzawszy las birnamski, który chyłkiem w takt norweskiej suity Griega zbliżał się ku nieszczęsnemu Mac Badowi. Koniec jego był bliski, a my w ciżbie i wypiekami na twarzy czekaliśmy, aż trup ostatni zwali się na ziemię. Tym większe robiło to wrażenie, że twarze wszystkie były tak znajome. Nasi bracia, znajome, siostry, kumple, dzieci i wnuki -- wszelkie generacje i stopnie znajomości skłaniały do wystawania w kolejce po bilety. I pytania absolwentek - starszy czy młodszy Celej przystojniejszy?
Czas już utracony, a nawet Ula Sławiec w nowym gorsecie. Pierwszy, ku powszechnej radości, prysł z trzaskiem podczas oglądanej przez anglistów próbie. "Wolność", zawołała Ula - by natychmiast stać się kobietą wyzwoloną. (Od gorsetu, póki co).
W roli Mac Bada Michał Czartoryski (w na złość dopiętej marynarce), a Maniucha Bikont jako Lady Mac Bad (w prawdziwej, niesymulowanej gorączce). Reżyseria Jasia Piotrusia i Marty Ługowskiej. |