"BednarSzok" był Niezależnym Internetowym Serwisem Informacyjnym poświęconym Zespołowi Szkół "Bednarska". Działał w latach 1999-2006.
Poniższe informacje prezentowane są wyłącznie dla celów archiwalnych.
 
Szukasz oficjalnej strony Bednarskiej? www.bednarska.edu.pl
16.04.2026, imieniny Bernarda, Biruty, Erwina
BednarSzok >> Artykuły

Artykuły



DEMOKRACJA SZKOLNA


Od dłuższego już czasu niepokoi mnie sposób w jaki pojęcie "demokracja" używane jest potocznie w Rzeczpospolitej Polskiej i w Rzeczypospolitej Szkolnej Obojga Terytoriów. Nie jestem politykiem, ani politologiem, ani nawet publicystką zajmującą się sprawami społeczno-politycznymi. Jestem po prostu obywatelką obydwu Rzeczpospolitych, a od niedawna posłanką na Sejm Szkolny. Nie jest mi zatem obojętne jak działają instytucje demokratyczne utworzone w obydwu Rzeczpospolitych.

W swoich refleksjach ograniczę się tylko do funkcjonowania szkolnej demokracji. Istotny dla mnie jest sposób stanowienia prawa na naszym sejmie, jego jakość oraz czy i - w jaki sposób - jest ono potem przestrzegane i wdrażane w życiu szkolnym. Jak działa władza sądownicza i czy obywatele Rzeczpospolitej rozumieją istotę roli przyznanej sądowi roli i czy potrafią godnie przyjmować wyroki rozsądzające. A nade wszystko - czy przestrzegana jest ustawa najwyższej rangi, czyli Konstytucja Rzeczypospolitej Szkolnej Obojga Terytoriów.

Mam dużo wątpliwości dotyczących jakości demokracji w naszej szkole. Zrodziły się one nie tylko na podstawie własnych obserwacji życia szkolnego i funkcjonowania obywateli różnych stanów, ale zwłaszcza po lekturach Diariuszów Sejmowych i informacji publikowanych na łamach BednarSzoku, nawet tych z pozoru niewinnych. Ucieszyła mnie dyskusja i podjęcie próby zbliżenia się do tematu, który - jak rozumiem - wywołuje nie tylko mój niepokój. Rozmowy i wypowiedzi śledzę z dużym zainteresowaniem, i one też poszerzają moją wiedzę o sposobie pojmowania ustroju demokratycznego przez uczniów i nauczycieli - bo rodzice na razie milczą.

Wiele informacji mnie zasmuciło. Zwłaszcza te, które wskazują, że "demokracja szkolna grzęźnie w kantach i nadużyciach", jak to sformułował mój znajomy szczerze zainteresowany losami ustroju demokratycznego w szkole na Bednarskiej. Prawo i wyroki sądowe są lekceważone, a dobre obyczaje zdają się zamierać. Przerażająco wiernie społeczność szkolna "stara się" przenosić zachowania ze świata pozaszkolnego. Niewątpliwie nie są to wzorce do naśladowania. Powinno to być w naszej szkole zupełnie oczywiste jeśli dążymy, aby z jej murów wychodzili nie tylko ludzie światli, ale też nienaganni moralnie, żeby spośród absolwentów tej szkoły rekrutowała się elita przyszłej władzy. Polsce obecnie niezwykle potrzebne jest wzmocnienie siły prawa i porządku oraz zadbanie o cywilizowane reguły postępowania. Tego pilnie trzeba uczyć naszą młodzież.

Demokracja - to sposób sprawowania władzy, która należy do społeczeństwa, sposób na społeczne komunikowanie się i na wzajemne relacje międzyludzkie w państwie. U jej podstaw niezbędna jest jednak umowa zawarta przez członków społeczeństwa dotycząca nie tylko praw, ale i obowiązków. Obowiązków, które składają się na reguły funkcjonowania państwa, dopiero ich przestrzeganie stwarza warunki do ochrony interesów obywateli, do zapewniania im bezpieczeństwa i poczucia wolności. Według Monteskiusza, osiemnastowiecznego myśliciela i pisarza politycznego, niezbędnym warunkiem trwałości demokracji jest przestrzeganie przez obywateli surowych zasad etycznych. Tylko w demokracji, jak w żadnym innym ustroju, etyka jest sprawą polityczną. Bez jej przestrzegania demokracja łatwo może przekształcić się w anarchię i doprowadzić do upadku państwa.

U nas "demokracja" stała się pojęciem nadużywanym, a wartości na których opiera się istota demokracji zdewaluowały się. Używa się go w najrozmaitszych sytuacjach - traktując jak wytrych do wyjaśniania różnorakich zachowań, które traktowane są jako skutek demokracji (a często mają one znamiona patologii społecznej, politycznej czy gospodarczej) i do stawiania żądań bez poczucia konieczności ponoszenia świadczenia na rzecz współobywateli. Takie ujęcie jest niczym innym jak obwinianiem ustroju. Podczas, gdy problem tkwi w społeczeństwie, które nie dorosło do demokracji.

Demokracja jest ustrojem dla mądrych i etycznych. Do niej jednostki i społeczeństwa dorastają, albo nie. Może niezbędne jest, aby w Polsce nastąpiła wymiana dwóch, a może trzech pokoleń, a może jednak przekształcenie mentalności możliwe jest za życia jednego pokolenia. Dlatego tak ważna jest jakość demokracji szkolnej i zadbanie, aby nie ulegała wypaczeniom. Twórcy naszej szkoły uczynili z demokracji wiodącą ideę wychowania młodzieży, sami będąc silnie przesiąknięci jej ideami.

Czy można zatem twierdzić, że demokracja szkolna przeżywa kryzys! A może zanikło konsekwentne dążenie do krzewienia zasad demokracji wśród młodzieży? Może po prostu młodzież się zmieniła, jest bardziej komercyjna, a mniej ideowa, bądź jest mniej dojrzała i mniej świadoma niż ta z pierwszych lat funkcjonowania szkoły? Może też jest inna struktura socjalna i zawodowa rodzin, które weszły do społeczności szkolnej?

Jestem drugi rok w szkole i trudno mi wypowiadać się na temat istotności zmian, jakie nastąpiły ostatnio w szkole w porównaniu z latami, gdy p. Krzyś był uczniem, i które to zmiany jego zdaniem są przejawem kryzysu. Z pewnością przyczyn, które powodują zmianę w "oglądzie" demokracji sprzed kilku lat i obecnie jest wiele - i są one złożone. Rozpoczęta dyskusja ślizga się jednak po powierzchni zjawisk i gubi w szczegółach. Obawiam się, że podążając tym torem niczego się nie wyjaśni.

Stawiam tezę, że w naszej społeczności szkolnej nie ma kryzysu demokracji, lecz jest brak stosownej wiedzy o tym ustroju i zrozumienia istoty zasad demokratycznych nie tylko przez młodzież, ale także i przez część dorosłych. Powoduje to nagminne przekraczanie tych zasad. (Kacper w urnie - to głupota, bo jeszcze młody rocznik. Fałszerstwa wyborcze na Bednarskiej - o tu już brak zasad etycznych. Brak pomocy w sprzątaniu sali obrad - to brak poczucia odpowiedzialności za porządek w szkole i braki w dobrym wychowaniu. Uliczna demonstracja bez uzyskania zgody stosownych władz - nieprzestrzeganie prawa ustanowionego przez demokratyczną władzę. Klasówki w terminach nieuzgodnionych wcześniej - to niedotrzymywanie umowy społecznej i zapisów prawa szkolnego itp.).

Moim zdaniem trzeba działać dwutorowo: prowadzić stałą edukację i konsekwentnie wymagać przestrzegania zasad demokratycznych, w tym etycznych od wszystkich stanów społeczności szkolnej.

Zasad demokracji trzeba uczyć permanentnie już od chwili wejścia młodego człowieka (ucznia i nauczyciela) do szkoły - zwłaszcza, że wiek "narybku" i ciała pedagogicznego mocno obniżył się. Nie wystarczy powiedzieć, że u nas obowiązują reguły demokratyczne w postaci trójwładzy, że obywatele mają równe prawa i obowiązki (to drugie natychmiast idzie w niepamięć, a kształtuje się postawa roszczeniowa), że będą traktowani poważnie i powinni być odpowiedzialni za Rzeczpospolitą. Sądzę, że jest to zbyt krótka lekcja demokracji. Jest oczywiste, że z różnym skutkiem trafi ona zwłaszcza do uczniów; różnie pojmą oni istotę demokracji i co innego zapamiętają jako ważne. Trzeba stopniowo korygować sposób rozumienia zasad demokratycznego działania. Zdaję sobie sprawę, że jest to niebywale trudne zadanie, że stawia duże wymagania przed kadrą wychowującą i nauczającą, że szkoła nie zawsze znajdzie wsparcie w sposobie wychowania w rodzinach. Skoro jednak wiele lat temu postawiono sobie takie zadanie, to konsekwentnie trzeba je realizować, na przekór utrudnieniom jakie niosą ze sobą zmiany w otoczeniu i mentalności społeczeństwa.

Rola autorytetu w demokracji to ważny temat, tak z punktu widzenia skuteczności edukacyjnej jak i ze względu na konieczność kreowania wzorców zachowań oraz sposobów dochowywania wierności ustalonym w społeczeństwie zasadom. To bardzo istotny temat dla wychowawców - nauczycieli i rodziców, którzy muszą być cały czas świadomi, że jakość demokracji szkolnej w głównej mierze od nich zależy, gdyż ich postępowanie to praktyczna lekcja demokracji na co dzień. Partnerstwo - tak, równość wobec ustanowionego prawa - tak, ale także przestrzeganie tego prawa oraz obowiązujących zasad i nade wszystko zachowanie właściwych ról, jakie każdy stan (rodzice, nauczyciele, uczniowie) ma do spełnienia w społeczności szkolnej. Chodzi mi o nie przekraczanie w swoim postępowaniu - niewidocznych dzięki demokracji - granic właściwych dla każdego stanu.

Myślę, że autorytety są potrzebne każdemu, niezależnie od wieku i doświadczeń życiowych - oczywiście w mniejszym lub większym stopniu. Autorytety niezbędne są bardziej młodym niż starszym, choć ani jedni, ani drudzy łatwo nie przyznają się do tego.

Gabriela Machura
posłanka stanu rodzicielskiego z Terytorium Raszyńska




K O M E N T A R Z E
Komentarze ułożone rosnąco - najnowsze znajdują się na dole.
Yuhuu!!!
Nareszcie jakis rodzic napisal komentarz!!
Gratulacje.
nadesłał lucek dnia 14-02-2002
upss...mialem na mysli artykol oczywiscie:)
nadesłał lucek dnia 14-02-2002
ja mysle, ze wszyscy sie powtarzaja, myslac ze maja zupelnie inne spojrzenie na temat. bardzo mnie ten tekstu ucieszyl, ale uwazam, ze tak na prawde nie wniosl niczego specjalnie nowego. bardzo nie spodobal mi sie sformulowanie, ze kasper w urnie to dlatego, ze mlody rocznik. nie zebym uwazal sie za wyjatkowo dojrzalego itd. ale mysle ze mozna to odczytac jako stwierdzenie, ze demokracja nie nadaje sie dla gimznajum... bo kasper jaest w 3 klasie, a to kiedys bylo nawet liceum... przepraszam, teraz nie moge skonczyc wypowiedzi...
nadesłał hobbit dnia 14-02-2002
Trudno się nie zgodzic z p. Gabrielą, artykuł oczywiście jest bardzo wnikliwy, ale nie podobały mi sie dwa stwierdzenia i do nich sie przyczepię. Pierwsze o "strukturze socjalnej i zawodowej rodzin" sugeruje, że do szkoły wpuszcza sie plebs. Tymczasem wystarczy uważnie śledzic szkolne problemy, aby stwierdzić, jak wiele ekscesów jest udziałem osób, które pochodzą z wzorcowych (socjalnie i zawodowo) rodzin. Gdybyśmy zaczęli sypac przykładami, dopiero by było! Druga teoria, zktórą sie nie zgadzam to sugerowanie, ze nasi absolwenci mają stanowic "elity władzy" w przyszłości. Nie mam pojęcia, na kogo wyrośnie moje dziecko i nic za nią nie planuję, a p. Tober nie jest moim idolem.
nadesłał mama dnia 14-02-2002
ELITY A PRZELUDNIENIE

Pamiętam doskonale chwile, w której dowiedziałem się, że jestem nowym uczniem Bednarskiej. Właściwie to już od tamtego momentu zaczęły się narzekania. We wrześniu, gdy znalazłem się w szkole narzekania przerodziły się w dyskusję polegającą raczej na grupowym narzekaniu, moim i moich nowych znajomych. W pierwszym roku Raszyńskiej wszyscy byli niezadowoleni z powodu budynku i dużej ilości uczniów. Wtedy ja byłem jednym z nowych, jednym z krytykowanych przez starszych. Myślę, że krytykowanym słusznie. Pewnie tak krytyka miała na mnie i na innych uczniów dobry wpływ. Przyszedł kolejny wrzesień i sprawa się powtarza. Jestem pewien, że było tak i będzie co roku. Nie da się jednak zaprzeczyć, że ten rok i poprzedni są wyjątkowo odmienne od poprzednich, oczywiście z powodu ilości uczniów. Jestem pewien, że od początku Bednarskiej starsze klasy z początku były niezadowolone z nowych. Z własnego doświadczenia wiem, że to po pewnym czasie mija w dużym stopniu. Według mnie mój rocznik przez starszych nie tylko jest tolerowany, jest również lubiany. Oczywiście nie można uogólniać, nikt nie powie, że wszystkie trzynastki co do jednej są nie do zniesienia i nikt ze starszych roczników nie powie, że nas (młodszych) uwielbia. Niektórzy (jak np. Ludwik) twierdzą, że Trzynastki też się zasymilują tylko po dłuższym czasie. Ja jednak twierdzę, że jak by się nie asymilowały to ich liczebność stanowi spory problem. Wiem jak odpowie na to wielu nauczycieli i rodziców: jak mamy fajną szkołę to chyba lepiej jak więcej osób będzie do niej chodzić. Tylko czemu ta szkoła jest, albo była fajna? Ja myślę, że w dużym stopniu dzięki swej kameralności. Kto widział kolejkę do zaliczenia u pana Derdy wie o co chodzi. Kto widział listy zapisanych do pracy zrozumie trudności jakie teraz mają ministrowie. Ktoś kto był na pamiętnych rekolekcjach w zeszłym roku wie co stracił, gdy zostały odwołane. Dowiedziałem się, że dyrekcja nie zgadza się na wyjazdowe rekolekcje z powodu zbyt dużej liczby uczniów. A kto próbował zjeść spokojnie obiad, w ciągu przerwy wie doskonale jakie panują kolejki. A pamiętne otrzęsiny najnowszego rocznika? Przecież to był jakiś wielki taśmociąg... Dziwie się jak jako tako udało się na tym zapanować. Nie da się zaprzeczyć, że panuje na Raszyńskiej anonimowość. Absolwenci legendarnej Bednarskiej z przed lat powiedzą, że dawniej też tak było, wspomną, że w małej grupie ludzi trudniej znaleźć kogoś podobnego do siebie, kogoś z kim się można przyjaźnić. A ja powiem, że to straszne, kiedy jeden rocznik stanowi praktycznie połowę szkoły. Moje przyjaźnie ograniczają się już do jednej grupy wiekowej. Takie w pełni „bednarskie, wymarzone życie” prowadzą tylko „elity”. A reszta, którą liczyć należy w setkach? Jest po prostu najzwyklejsza. Niby nic złego być najzwyklejszym, ale zawsze mi się wydawało, ze to szkoła odmienna od innych. Myślałem, ze to miejsce dla indywidualności. Tak niby jesteśmy uczeni, żeby się rozwijać, nie ograniczać. Jestem pewien, że znajdzie się ktoś kto sensownie odpowie na moje „argumenty”. Wtedy mogę tylko stwierdzi, że najzwyczajniej myliłem się co do Bednarskiej, gdy podjąłem decyzję by do niej zdawać. I tu pojawia się chyba podstawowy problem. Wyobrażenia i legendy o Bednarskiej, zawsze różniły się od rzeczywistości. Co najgorsze szkoła żyje tymi legendami, szczyci się nimi i je podtrzymuje. Jak to się kończy? „Ja chodzę do jednej z najlepszy szkół”. I na tym się kończy. Skoro jestem w świetnej szkole to jestem świetny i już nie muszę się męczyć. „To ja będę należał do elity mojego państwa”. W dużej mierze (może niesłusznie) mnie to cieszy, podoba mi się, że mnie chwalą, a nie ciągle poniżają, jak to bywa w normalnych państwowych szkołach. Myślę jednak, że nowym rocznikom zawsze brakuje pokory. Myślą, że skoro są już w tej wspaniałej szkole, to na tym się kończy ich rola. Ja przychodząc na Bednarską, patrzyłem z podziwem (może niesłusznym) na starszych uczniów, na tych prawdziwych. Chciałem być jak oni, jak absolwenci. Nie brakuje mi autorytetów. Są nauczyciele, którzy są dla mnie „mistrzami do spraw demokracji”. Wiedziałem, że w szkole panują pewne niepisane zasady. Nie chodzi przecież tylko o przestrzeganie praw. Byłem pewien, że po prostu mnie wyśmieją, że nie będę w „szkolnej wspólnocie”. Może to za mocne słowo, ale musiałem się po prostu dostosować. Nie miałem z tym problemu, bo śmiem twierdzić, że pasowałem do Bednarskiej. Podobnie jak z demokracją, jak ze szkolnymi prawami. Przecież ustalali je wszyscy, godzili się na nie, więc bezsensem jest zmuszanie teraz kogoś do demokracji, skoro sam się na nią godził. Uważam, że nowi uczniowie idący do tej szkoły powinni się świadomie godzić na wszystkie jej zasady. Przecież to nie jest przymus by iść do takiego dziwnego gimnazjum. Uważam, że jest to bardzo ważne, gdy zbliżają się dni otwarte. Dziwią mnie i śmieszą ludzie, którzy zaraz po rozpoczęciu nauki na Raszyńskiej chcą zniesienia systemu bednarowego. Może po prostu wszyscy ci ludzie są tu z przymusu? Wydaje mi się, że w dużej mierze nowi uczniowie są tu przypadkiem.
Przepraszam za chaotyczność tekstu i za wszystkie błędy. Jestem pewien, że zapomniałem o wielu sprawach, o których chciałem napisać. Mam jednak nadzieję, że dzięki możliwości dyskusji, na której mi zależy, będę dobrze zrozumiany. Jeszcze raz przepraszam, piszę z łóżka, w domu uwięziła mnie choroba.

nadesłał . dnia 15-02-2002
niech zgadne kto to napisal... zagdzam sie z toba w kilku argumentach... nie mowie ze we wszystkich... ale nie rozumiem czemu nie chciales napisac artykulu... tylko po prostu komentarz... musze z toba porozmawiac o tym... i czemu sie nie podpisales? to mnie dziwi... jezeli dajesz takie argumenty - a wiem kim jestes (na 99%) - nie wiem czemu sie podpisales... trudno... wydaje mi sie ze w duzym stopniu byla to wola rodzicow a nie samych uczniow o wyborze szkoly...
nadesłał Guli dnia 15-02-2002
wiem ze wiesz... a artykul chetnie bym napisal, ale nie mam jak go samodzielnie zamiescic... nie chce byc zdany na laske i nielaske wielkiego regisa... to mial byc artykul... tylko jakos zaluje ze nikt go nie komentuje bo wiem kto powinien i na 99 wiem jak go skomentuje...
nadesłał . dnia 15-02-2002
Droga kropko, trafiłeś(łaś) w sedno! Też uważam, że kto wybrał szkołę świadomie, kto był na dniu otwartym, kto czytał konstytucje i regulamin, powinien wiedzieć na co się decyduje i dostosowac sie do szkoły, a nie na odwrót. Tymczasem ja wśrod rodziców i uczniów widzę wielu "poprawiaczy" ktorym wydaje się, że zmienią szkołę wg własnego widzimisię.A co przymusu, pewnie różnie bywało, może niektórym ludziom szkołę wybrali rodzice, bo im samym było wszystko jedno?
nadesłał mama dnia 15-02-2002
ma jeszcze kilka spostrzezen, ktore wydaja mi sie ciekawe.droga redakcjo!co musze zrobic, by zamiescic artykul?
nadesłał . dnia 16-02-2002
pewnie przeslac mi go... tzn. na pewno... i ja go jush umieszcze... ale pamietaj podpisz sie...
nadesłał Guli dnia 16-02-2002
wyslalem maile artykuly... i jakos sie nie pojawiaja...
nadesłał dnia 17-02-2002
ja zadnego artykulu od ciebie nie dostalem... i czekam... moze zly adres napisales lub wyslales do regisa... a nie wiem czy on to umiesci...
nadesłał Guli dnia 17-02-2002
Uważam, ze artykuł (bo komentarzem tego nazwać się nie da) Kropki jest super świetny. (pragnę tylko zauważyć, że nie twierdziłem, ze Trzynastki się zasymilują... przekazałem tylko, ze moja klasa doszła do podobnego wniosku). Jeśli już o tym mowa, moja SUPER klasa dostrzegła trzy problemy szkolnej demokracji, które się ostatnio pojawiły:
-Zbyt młody wiek nowych uczniów – większość z NAS w wieku 13 lat nie jest jeszcze psychicznie przygotowana na demokracje szkolną... a gdy do niej dorośnie to jest już za późno, bo już mają złe nawyki zachowania w tej szkole.
-Zbyt dużo nowych uczniów na raz – Starsze roczniki nie dadzą rady przekazać pozytywnych wzorców zachowań nowym uczniom gdy młodych jest więcej niż starych!!! Poza tym taka anonimowość może budzić tylko negatywne zachowania. Myślę, że szkoły „rodzinnej” jaką była Bednarska nie da się połączyć z taką ilością uczniów... nie wyjdzie. Obawiam się, ze w konsekwencji przyjęcia takiej liczby uczniów Raszyńska będzie MUSIAŁA zamienić się w „zwykłą szkołę”.
-Ludzie nie wiedzą gdzie idą – dawniej przyszli uczniowie Bednarskiej wybierali tę szkołę, bo wiedzieli na czym ona polega i chcieli w takiej szkolę się uczyć. Dziś większość przychodzi z powodu miejsca szkoły w rankingach... nie rozumiejąc „BeDnArSkIeJ”
nadesłał Ludwik dnia 18-02-2002
przychodzi bo slyszy ze to super szkola... ale dlaczego super to juz niewazne... i niewazne, ze super wtedy kiedy sam jestes super...
GULI:wyslalem na adres podany na bednarszoku
nadesłał jedrek sokolowski dnia 18-02-2002
bardzo mnie martwi nieobecnosc p. Krzysia Sikory... nie komentuje, nie niusuje... nie forumuje... forumuje? glupie slowo... gdzie sie pan podziewa?
nadesłał jedrek sokolowski dnia 18-02-2002
Drogi Ludwiku, skoro w wieku 13-u jest si,e za mało dojrzałym do demokracji szkolnej, to skąd pomysł aby w tym wieku tworzyc szkołe na nowo (mam na myśli Twój artykuł) Poprzednie prawo szkolne uchwalały 15latki, jest to chyba jakas różnica! I po co poprawiać coś co jest dobre?
nadesłał mag dnia 19-02-2002
Po co poprawiać coś co jest dobre pisalem wyraźnie w artykule i komentażach do niego, więc nie będe się powtarzał. A jeśli chodzi o wiek... to myśle, ze warto sprubować zanim się poddamy!
nadesłał Ludwik dnia 23-02-2002
no brawo ludwik i panie . (kropka?) kimkolwiek jestes. W tych wypowiedziach dotykacie sedna problemu, jak wy to okreslacie - przeludnieniu. Kto wpadl na ten dziwny pomysl zrobienia naboru do siedmiu (!!!, sto czterdziesci osob)) klas pierwszych tego niewiem, ale popelnil blad. Niewiem czy niezauwazyliscie zwiazku miedzy egzaminami wewnatrz szkolnymi pod koniec gimnazjum, a tym przeludnieniem. Wyglada to tak ze szkola zauwazyla ze poziom spada i na gwalt starala sie ten poziom uratowac. Mysle ze po fatalnym bledzie jakim byl wielki nabor, egzaminy sa jedynym wyjsciem z sytuacji. Tylko ze my tzn. Dygresja i Deja Vu przyszlismy do szkoly kameralnej i o egzaminach wew. nie bylo slowa. Teraz ta szkola zmienila sie w "masowka" szczegolnie w porownaniu z (przepraszam, ale cisnie mi sie to do ust) bednarska. A jesli ktos powie ze tak niejest nich wytumaczy mi takie zachowanie nauczyciela, ktory przyszedl na zastepstwo i mowi: nie bede sie uczyl waszych imion bo i tak nie zapamietam - ucze dwustu uczniow.
nadesłał spiewak dnia 26-02-2002
Kiedy byłem uczniem Bednarskiej było mniej nauczycieli i mieli ten sam problem. Bo na przykład jedna na całą szkołę osoba od historii sztuki albo od NOJu uczyła ponad 200 uczniów. I nieprędko była w stanie zapamiętać wszystkie imiona. Tak było w roku 1993, czyli 9 lat temu. Gdzie więc zmiana? Co do egzaminów wewnętrznych - zapadła decyzja, że będzie egzamin w roczniku Komórkowców. Zapewne stanie się to regułą, lecz genezy tego pomysłu wśród Komórkowców należy szukać - w Ich chęci do nauki na przykład. Czy Komórkowców jest za dużo? Chyba nie, bo tyle samo, co starszych roczników. UWAGA!! Nie twierdzę, że 7 klas to nie jest dużo (za dużo). Utrzymuję tylko, że argumenty, które widzę w powyższych komentarzach są chybione. I jeszcze DWA słowa na temat kameralności. PIERWSZE: gdy Dygresja i Deja Vu przyszły na Bednarską, było jasne, że szkoła się rozszerzy - z czterech roczników do sześciu. Było jasne, że gdy tylko pojawią się możliwości lokalowe będzie więcej niż dwie klasy w roczniku. Z tej perspektywy rozszerzenie faktyczne jest bliskie planowanemu. Choć zgadzam się, że 7 klas w jednym roczniku budzi obawy. Ale takie są koszty wejścia naszej szkoły w reformę systemu edukacji. Na szczęście to pierwszy i OSTATNI taki rocznik. Czyli koniec powodów do obaw. DRUGIE słowo o kameralności: rozmawiałem z kilkoma absolwentami o tym, jak widzą szkołę z kilkuletniej perspektywy. Jakie widzą jej wady i zalety. Paradoksalnie żadna z wymienionych przez nich zalet nie miała nic wspólnego z tzw. kameralnością. Dodam, że jednym z moich najbliższych przyjaciół jest pewien absolwent Bednarskiej z mojego rocznika. Poznałem go na studiach... Taka, tak, w szkole ani razu nie zamieniłem z nim ani słowa. Nawet nie wiedziałem, jak się nazywa... W tej "kameralnej" szkole... Domyślam się, że mój komentarz nie zmieni sposobu myślenia osób, z którymi polemizuję. Szkoda. Trudno. Mam jednak nadzieję, że wybaczycie mi i zrozumiecie, że z mojego punktu widzenia Wasze obawy mogą wydawać się wyolbrzymione, wydumane, nawet śmieszne.
nadesłał Krzyś Sikora dnia 27-02-2002
Jeszcze słowo. Chciałbym wyjaśnić, że nie jestem ślepy i widzę, że szkoła jest większa (czego być może nie widać z powyższego komentarza). Ale na samym rozszerzeniu więcej zyskała (bo mamy gimnazjum - strach myśleć, co dzieje się z liceami, które nie poszerzyły się o gimnazjum) niż straciła (bo nie straciła tzw. kameralności - raczej mitycznej niż rzeczywistej). I nie straci, jeśli począwszy od nowego rocznika będziemy przyjmować ponownie tylko cztery klasy.

No dobra, skoro już się rozpisałem, to jeszcze jedna uwaga ogólna (raczej odległa od sedna): sama "kameralność" nic nie znaczy. I nie ma nic wspólnego z "elitarnością". Mam wrażenie, że "kropka" (i nie tylko on) te pojęcia myli. Zanim pojawiła się Raszyńska uczyłem (równolegle z Bednarską) przez 3 lata w innej szkole. W tej szkole w każdym roczniku była tylko jedna klasa. W każdej klasie - od 9 do 16 osób. Po prostu ostoja kameralności! Raj dla elit!!! A ja, głupi, ogromnie cieszę się, że już tam nie uczę.
nadesłał Krzyś Sikora dnia 27-02-2002
A ja mam pytanie. Po 5 klasach w Żakulach i Hatifnatach też mówiono, że to ostatnie tak duże roczniki. To dlaczego jest 7 klas Trzynastki?
nadesłał Z dnia 27-02-2002
To pytanie należy kierować do Pań Dyrektor (Dyrektorek?). A kto mówił, że to ostatnie tak duże roczniki? Ja słyszałem tylko zapewnienia, że docelowo, za kilka lat w każdym roczniku będą cztery klasy... (z ew. rozszerzeniem w LO)

Zresztą, i tak nie ma nad czym się zastanawiać, bo w tej chwili na Raszyńskiej nie ma sal na więcej klas niż 4, bo tylko tyle przejdzie na Bednarską.
nadesłał Krzyś Sikora dnia 28-02-2002
a jak siedem przejdzie na bednarska to zrobi sie zbyt wiele miejsca i trze bedzie je zapchac...bo niby czemu mialoby sie w tych miejscach zrobic....ja wiem... np. jakas pracownie...niby szkola spoleczna a ciagle slysze ze nie ma na cos miejsca, albo pieniedzy... tylko ze to narzekanie nie ma sensu.to moj pierwszy i ostatni komentarz...te dyskusje ie robia nudne... bo jest dobrze przeciez.nie zartuje!
nadesłał dnia 28-02-2002
Pieniędzy może nie braknąć w szkole prywatnej. Bednarska jest od tego szkołą społeczną, by starać się zapewniać jak najwięcej za jak najmniejsze czesne. Zauważcie, że jest u nas sporo osób, które z różnych powodów nie płacą za szkołę. I to świetnie, że są. Co do przejścia siedmiu klas na Bednarską: tam trudno będzie znaleźć miejsce na tyle osób (bo jeszcze 5 klas Hatifnatów). Być może więc Trzynastki zostaną podzielone, np. zdający maturę międzynarodową na jednym terytorium, zdający maturę polską na drugim. Albo jakoś inaczej. UWAGA! Powyższe nie jest oficjalnym stanowiskiem szkoły! To tylko moje PRYWATNE gdybanie. Proszę nie przekazywać dalej, bo nie chcę usłyszeć po tygodniu, że już ustalono, co będzie za 2-3 lata. (To obrzydliwie plotkarska szkoła...)
nadesłał Krzyś Sikora dnia 28-02-2002
hahahahhahahah!
nadesłał Jędrek Sokołowski dnia 01-03-2002
Hę?
nadesłał Krzyś Sikora dnia 02-03-2002
śmieje się z: "To obrzydliwie plotkarska szkoła...)
nadesłał Krzyś Sikora" nie mam na myśłi nieczego złego.
nadesłał Jędrek Sokołowski dnia 02-03-2002
przyznaje chybilem slowo "kameralnosc" ze slowem "nieduza szkola" poza tym panie Krzysiu, powiekszenie szkoly zrobilo sie skokiem, a nie powolnym powiekszanie. Gdy dwie pierwsze klasy gimnazium (mowie znowu o Dygresji i Deja vu) przyszly na raszynska czekalo ich tam sto czterdzesci nowych osob i bog wie ilu nowych nauczycieli. Ciezko nawiazac jakis kontakt z takt duza iloscia osob (mowie i o nauczycielach i o uczniach) w niedlugim czasie bo juz po roku przyszlo kolejne sto czterdziesci nowych osob + nauczyciele. Natlok byl wiec ogromny, przyplyw ludzi bylm wiekszy niz zdolnosc do nawiazywania jakich kolwiek kontaktow (czy niezdarza sie wam spotkac nowej twarzy w szkole, bo mi sie to zdarza codziennie). Ta kameralnosc to nie fizyczna kameralnosc tylko poczucie ze szkole da sie ogarnac czlowiek czuje sie zupelnie anonimowy (uwaga teraz powiem cos waznego) zatraca poczucie przynalezenia do wspolnoty jaka jest szkola, a tworcom Bednarskiej chyba nie oto chodzilo.
nadesłał spiewak dnia 02-03-2002
PS. to jest najwiekszy problem tej szkoly z ktora musi sie uparac bo naprawde bedzie zle
nadesłał spiewak dnia 02-03-2002
"Ilu uczniów docelowo będzie mieć szkoła na Raszyńskiej?
Przewidujemy, że szkoła na Raszyńskiej będzie łączyła ze sobą trzyletnie gimnazjum i trzyletnia liceum, chcemy mieć docelowo po trzy klasy na każdym poziomie nauczania, czyli w sumie 18 klas po dwadzieścia osób w każdej klasie."

rozmowa z infirmatora ochoty...
nadesłał hob. dnia 03-03-2002
Jasiu,
z Twoim pierwszym komentarzem zgadzam się w pełni. Co więcej, wreszcie zrozumiałem, o czym mówisz (piszesz). Jednak drugiego już nie czuję. Tzn, dostrzegam trudną i przykrą sytuację, w jakiej się znaleźliście (Dygresja i Deja Vu). Przyznaję, że taki skok dla wielu musiał być szokiem. Ale taki skok był chyba lepszy - bo pozwolił nam pewnie zaistnieć wśród warszawskich gimnazjów. I teraz nie musimy walczyć o pozycję, nie musimy też borykać się z croblemami lokalowymi.
Drugiego komentarza nie czuję, bo zrozumiałem, że ten problem dotyczył (dotyczy) Dygresji i Deja Vu. Inne klasy tego szoku nie przeżyją. Od tego roku przyjmujemy po cztery klasy, jak za dawnych lat. Ba, podobno są pomysły, by za rok przyjąć tylko 3, by móc robić jednoklasowy "dobór" do liceum. Malejąca liczba nowych uczniów nie będzie wywoływać kolejnych szoków.
A co z Dygresją i z Deja Vu? Zaraz idziecie na Bednarską - może tam odnajdziecie coś z tego dobrego samopoczucia, jakie mieliście 2 lata temu?

Jeśli czegoś jeszcze nie wyczułem - proszę o odpowiedź.

Hobbicie - z kim i z kiedy jest cytowana przez Ciebie rozmowa?
nadesłał Krzyś Sikora dnia 04-03-2002
rozmowa z p. Krysia Starczewska z jakiegos informatora ochoty ktory jest w internecie. chyba z zeszlego roku
nadesłał hobbit dnia 04-03-2002
OK. Rok temu był taki pomysł. Ale już nie może być aktualny, np. dlatego, że nasza szkoła stara się uruchomić program matury międzynarodowej. A jednocześnie nie chce zawężać dotychczasowej oferty (profile w liceum itp.).
Z tego co wiem aktualne są 2 pomysły - nabór 4 klas do gimnazjum lub (i mi ten wydaje się lepszy) - nabór 3 klas do gimnazjum i dobieranie do liceum. Ten drugi nie różni się (uwzględniając np. IBO) od tego, co cytujesz z Krysi Starczewskiej.
Swoją drogą upewniłbym się u Niej, czy jest to cała wypowiedź (czy nie mówiła wówczas o jednej z opcji). Andrzej Kozicki narzekał, że jego strasznie pocięli.

Hmmm... Po co ja się tak rozpisuję? Przecież 4 klasy w roczniku (ta "gorsza") wersja to też nieźle. Tak było na początku - Pierwotniaki, Fuksy...
nadesłał Krzyś Sikora dnia 04-03-2002
Taka ciekawa dyskusja sie toczy, a ukryta tak głęboko ukryta w archiwum...
nadesłał RZ (mama) dnia 05-03-2002
Mam wrazenie ze nie wszyscy pamietaja ze Bednarska to gimnazjum plus liceum. Gimnazjum nawet jak na warunki ogolno polskie jest bardzo duze - 320 osob dotego trzeba dodac ok. 300 osob w liceum daje to nam ponad 600 osob. Taka ilosc ludzi (nie mowiac juz o tym ze kazdy czuje sie w samym gimnazjum anonimowa) niedaje szans na poczucie jakiejkolwiek wiezi z liceum. Raszynska staje sie Raszynska, czyli zupelnie inna szkola, ktorej wiez z Bednarska nie istnieje. A chyba pamietamy jak nam mowiono i mowia ze dwa budynki jedna szkola. To jeden. Nasza szkola musi walczyc o pozycje czego najlepszym przykladem sa testy wewnatrz szkolne. Gdyby nie czuli ze pozycja szkoly jest pewna to takich egzaminow by nie bylo. To dwa. Gimnazjum powtarzam to i bede powtarzac 340 osobowe to b. duzo i bardzo prosze nie porownujcie tej szkoly do panstwowych szkol. I kazdy pierwszo gimnazjalista doznal szok gdy wszedl do takiej duzej szkoly. Szok sie potegowal gdy mowiono o tym ze kazdy bedzie zauwazony, ze nikt nie bedzie sie czul anonimowo. A powiem ze te wszystkie ekscesy wynikaja po czesci z poczucia anonimowosci. Za tym poczuciem idzie kolejne, ale otym pisalem wczesniej. Niewiem tez czy pozycja jest najwazniejsza, mysle ze nie. Wiec tego typu wyjasnienia do mnie nie przekonuja. To ze za rok bedzie mniej osob nie zmieni n a s z e j sytuacji.
nadesłał spiewak dnia 05-03-2002
Pisząc o pozycji nie miałem na myśli miejsca w nieszczęsnych rankingach itp., lecz kłopoty, jakie musiałoby mieć liceum bez gimnazjum lub liceum gimnazjum w przymałym budynku. W tej chwili to żaden problem, i całe szczęście. Ale gdy gimnazja miały dopiero powstawać była to kwestia "być albo nie być". Teraz możemy (jako szkoła) pozwolić sobie na to, by zmiany szły w innym kierunku.

Oczywiście nadal problemem jest "więź" między Bednarską i Raszyńską. Myśle, że nie przestanie być, dopóki Bednarskiej nie wypełnią "Raszyńskie" roczniki. Tego problemu nie mam zamiaru negować. Ale proszę zauważyć, że osoby, które mówiły, że dwa budynki to jedna szkoła robią wiele, by tak rzeczywiście było. Mam też wrażenie, że w innych szkołach (także społecznych) łączących liceum z gimnazjum więź między tymi dwoma jest w nie lepszym stanie niż u nas. Ale (powtarzam) nie zaprzeczam, że taki problem jest i jeszcze jakiś czas być musi.

Gdy zdawałem maturę (i już rok wcześniej) w szkole było 240 uczniów (i ta liczba z roku na rok rosła). Ryzyko anonimowości było podobne. Pisałem już w jakimś komentarzu, że jeden z moich najbliższych przyjaciół to absolwent Bednarskiej z mojego rocznika (!), z którym po raz pierwszy rozmawiałem na drugim roku studiów. To oczywiste, że nie znaliśmy wszystkich! Czy dzisiejsi uczniowie naszej szkoły mają po dwustu dobrych znajomych??? Kończąc temat liczebności: przyszłe mniejsze nabory poprawią sytuację ogólną. Nie Waszą - Dygresji i Deja Vu (dobrze rozumiem, że to znaczy słowo "nasza"?).

Co więc z Wami? Idziecie przecież na Bednarską. Tam spotkacie dwa roczniki - jeden znany Wam z Raszyńskiej, drugi z Bednarskiej sprzed dwóch lat. Nie wiem, ale może to coś zmieni? Może Wam trzeba oderwania od młodszych roczników z Raszyńskiej?
nadesłał Krzyś Sikora dnia 05-03-2002
Drodzy Pa
stwo! Nauczyciele i gim
azjalisci. Jestem rodzicem jed
ego z ucz
iow. Rodzicem patrzacym
a to wielce udziw
oio
e srodowisko REALNIE. Slowo real
ie jest tutaj bardzo istot
e, o tyle istot
e ze majace od
iesie
ie do swiata rzeczywistego, i

ych szkol oraz i

ej,
ormal
ej mlodziezy. Niestety patrzac
a srodowisko szkol
e
a Raszy
skiej, mam wraze
ie ze sklada sie o
o mlodziezy dosc moc
o odbiegajacej od
ormy. Mlodziez ta ma swoje udziw
ie
ia, swoje
ie
ormal
osci. Kazdy tworzac swoje "
iby" i
dywiduum w srodowiski szkol
ym jest
a swoj sposob dziw
y, i

y,
ie
ormal
y. A w sumie wielu ucz
iow srodku ma pustke, smutek,
iezadowole
ie i samot
osc. Nie widze powodu do dumy i zachwyca
ia sie ta szkola.
nadesłał ognir123 dnia 09-05-2005

D O D A J K O M E N T A R Z
Nick:


E-mail:


Komentarz:


BednarSzok.pl 1999 - 2006
Pewne prawa zastrzeżone