"BednarSzok" był Niezależnym Internetowym Serwisem Informacyjnym poświęconym Zespołowi Szkół "Bednarska". Działał w latach 1999-2006.
Poniższe informacje prezentowane są wyłącznie dla celów archiwalnych.
 
Szukasz oficjalnej strony Bednarskiej? www.bednarska.edu.pl
16.04.2026, imieniny Bernarda, Biruty, Erwina
BednarSzok >> Artykuły

Artykuły

Pytanie, czy powinny być wypłacane diety poselskie w bednarach, pojawiało się na wielu posiedzeniach Sejmu. Jednak żaden Sejm nic w tej trudnej sprawie nie uchwalił. Dopiero na październikowym posiedzeniu wniosek o przeprowadzenie referendum został rozpatrzony pozytywnie (to się chyba jakoś tak mówi) i w efekcie podczas tegorocznych wyboów będzie można odpowiedzieć "tak", "nie", lub "nie mam zdania" na pytanie:

Czy powinny być wypłacane (w bednarach) diety poselskie, za obecność na posiedzeniach?

Dlaczego "nie"?

Tutaj sprawa jest prosta. Tak długo, jak posłowanie jest nieodpłatne, to do Sejmu kandydują jedynie ci, którzy chcą działać na rzecz dobra szkolnego, kosztem własnego czasu i wysiłku. Kiedy zacznie to być opłacalne zajęcie, do Sejmu będą kandydować również takie osoby, które wolą w ten sposób zarabiać bednary niż sprzątając korytarze czy malując ściany. A przecież nie taka jest idea Sejmu.
Skąd wziął się pomysł płacenia za posłowanie? Zwolennicy diet poselskich mówią, że skończył się już heroiczny okres naszej demokracji, w którym ludzie chcą być aktywni politycznie bez żadnej dodatkowej zachęty. Przeciwnicy argumentują, że wprowadzenie diet poselskich byłoby przejawem kryzysu demokratycznych instytucji naszej szkoły.
Można na to spojrzeć jednak z innej strony. Jednym z głównych powodów rozkwitu demokracji w swoim złotym okresie Aten był fakt, że Perykles, ówczesny najwybitniejszy polityk, wprowadził właśnie diety poselskie! Dzięki nim działać politycznie mogli nie tylko ci najbogatsi, ale również ci, którzy nie mogliby sobie na taką stratę czasu pozwolić. W prawie wszystkich demokracjach na całym świecie za bycie posłem dostaje się pieniądze.
Nie można też zapominać, że jeśli komuś zależałoby jedynie na bednarach, to i tak zamiast zostać posłem można poprosić rodziców, żeby sypnęli kasą i kupili kilka ciast w piekarni za rogiem.

Krzyś Pacewicz


Dlaczego "tak"?

Praca w Sejmie (z wyjątkiem prac w komisjach), oraz praca w Sądzie, są jedynymi nie opłacanymi bednarowo pracami w szkole. Skoro Rada Szkoły dostaje za swą prace bednary, czemu nie przyznać ich posłom? Czy ludzie kandydujący do Rady, kandydują dla zysku? Jestem pewien, że nie. W teorii bednary są systemem oceny pracy ucznia na rzecz szkoły. Trzeba więc docenić także posłów. Zaproponowałem wypłacanie diet dla wszystkich posłów, także dla nauczycieli i rodziców. Głosując w referendum należy pamiętać, że pytamy o diety dla wszystkich posłów, nie tylko dla uczniów.
Bednar jest wewnętrzną szkolną walutą. Uważam, że pracodawcą może być każdy. Dotychczas bednary można było tylko oddać pod koniec roku, lub wymienić na złotówki. To drugie zdecydowanie potępiam. Nie mogę się zgodzić z przeciwnikami diet, którzy twierdzą, że rodzice zasiadający w Sejmie oddadzą swoje bednary dzieciom. Mam nadzieje, że obrót bednarami się ożywi. Dziś usłyszałem bardzo zaskakującą wiadomość. Na najbliższym pikniku (o którym BS na pewno będzie informować) będzie może kupić ZA BEDNARY jedzenie. Może bednar stanie prawdziwą walutą, a nie tylko papierkiem potwierdzającym odpracowane godziny, który należy zwrócić.
Praca posła jest często naprawdę ciężka. Posiedzenia kończą się późnym wieczorem. Należy docenić fakt, że z inicjatywą przyznania diet poselskich, wystąpiła grupa obywateli. Sejm nie mógł by sam przyznać sobie wynagrodzenia i chwała mu za to! Muszę też wyraźnie zaznaczyć, że planowane diety mają być wypłacane za obecność, a nie za samo bycie posłem. Bednary dostaną (bądź nie, zależy od wyniku referendum) obywatele pracujący na rzecz szkoły. Będzie więc (bądź nie) tak jak być powinno.
Chętnie odpowiem na pytania i przeczytam opinie.

Jędrek 'Hobbit' Sokołowski - poseł, złożył wniosek o referendum.



Jeśli w referendum zagłosuje co najmniej 500 osób, ich decyzja będzie wiążąca. Czy powinny być wypłacane bednarowe diety poselskie? Wybór należy do ciebie!

Jędrek 'Hobbit' Sokołowski & Krzyś Pacewicz


K O M E N T A R Z E
Komentarze ułożone rosnąco - najnowsze znajdują się na dole.
Porownanie pracy w Radzie Szkoly do pracy w Sejmie jest nieporozumieniem. Przecietny posel poswieca na swoja prace 3-4 godziny kilka razy do roku. Moze ze cztery. Bedac w Radzie szkoly pracujesz od kilku do kilkunastu godzin tygodniowo (bo ta praca to nie tylko spotkania Rady) i dostajesz po calym roku 60 bednarow. Czasem troche wiecej - w ramach premii za szczegolne osiagniecia.
Jesli wiec chcesz scisle prownywac ilosc wlozonej pracy (a powinienes, jesli domagasz sie SPRAWIEDLIWOSCI), wyjdzie Ci po kilka bednarow na przecietnego posla rocznie. Male kilka. I wtedy pomysl diety robi sie smieszny. Chyba, ze chcesz przy tym podwyzszyc diety czlonkow Rady. Do np. 500 bednarow? Oj, niedobrze. Wtedy zagrozenie, o ktorym pisal Krzys Pacewicz stanie sie realne.

Podobal mi sie pomysl, ktory kiedys sie pojawil, by placic poslom za prace w komisjach - bo ta wymaga prawdziwego wysilku. Ale powrot do tego pomyslu wymaga udzielenia odpowiedzi NIE na pytanie postawione w referendum.

(I jeszcze pytanie w nawiasie. Piszesz, ze Sejm sam nie mogl sobie przyznac wynagordzenia. Ale jesli wiekszosc powie TAK, kto bedzie ustalal wysokosc diet dla Poslow? Czy o tym na Sejmie mowiliscie? I dalej - wskazujesz, ze takze Sedziowie sa poszkodowani. Dlaczego pytanie nie dotyczy tez Sedziow? A gdyby dotyczylo, kto ustalalby stawki Sedziow? Oj, znowu niefajnie.)

I jeszcze (po trzecie) o obrocie bednarami, o probach uczynienia z bednara prawdziwego pieniadza. Ten pomysl pojawia sie nie po raz pierwszy. I zawsze wcielenie go w zycie napotykalo trudnosci. Czy naprawde myslisz, ze wprowadzenie diet jest metoda na uczynienie z bednara "prawdziwej" waluty?
nadesłał Krzys Sikora dnia 02-11-2002
Z innej beczki:
zauwazyliscie jak smiesznie skonstruowany jest powyzszy artykul?
W czesci "dlaczego TAK?" Hobbit pisze, dlaczego tak.
W czesci "dlaczego NIE" Krzys pisze, jakie sa za i przeciw...

nadesłał Krzys Sikora dnia 02-11-2002
Odpowiem na to "z innej beczki":
Owszem, to prawda. Ale w pierwotnej wersji najpierw było dlaczego tak, potem dlaczego nie, a potem refleksje. Teraz, żeby zachować taką kolejność, trzeba by pisać jeden akapit - krzyś. Drugi akapit - hobbit. Akapit - krzyś. I tak dalej. Dlatego teraz kolejność jest taka a nie inna, i dlatego refleksje są wrzucone pod "dlaczego nie", żeby za bardzo nie mieszać. Nie wiem, czy namieszaliśmy mniej, czy bardziej.(Chcieliśmy mniej :)
nadesłał Pacewicz dnia 02-11-2002
Uważam, że powinniśmy wprowadzić diety poselskie. Osoby zajmujące odpowiedzialne stanowiska we władzach szkolnych ciężko pracują i należy im się nagroda za poświęcony czas. Ważne jest to, co przytoczył Krzyś Pacewicz(mówię o drugiej części jego wypowiedzi). Bierzmy przykład z bardziej w demokracji doświadczonych od nas! Przyznanie posłom wynagrodzenia za ich pracę nie tylko nie będzie klęską Szkolnej Demokracji, ale elementem ją gruntującym. Tak sądzę.
nadesłał Żanek Kabaczek dnia 02-11-2002
Nie wszystko, co widzimy w "doswiadczonych" demokracjach jest warte nasladowania. Z roznych powodow, lecz chocby dlatego, ze nasza demokracja troche rozni sie (i MUSI roznic) od innych.
Krzys pisze, ze dzieki dietom dzialac politycznie moga nie tylko ci najbogatsi, ale rowniez ci, ktorzy nie mogliby sobie na taka strate czasu pozwolic. U nas jest troche inaczej - najczesciej ci najbogatsi to najaktywniejsi w pracach dla szkoly. A chyba chcemy, zeby tacy zasiadali w Sejmie?

No i ciagle pozostaje pytanie, ktore postawilem wczesniej: czy diety dla poslow nie beda niesprawiedliwoscia w stosunku do czlonkow Rad Szkoly (ktorzy pracuja duuuuuuzo wiecej) i Sadu (ktorzy pracuja niemniej)? (patrz wyzej)
Z tego, miedzy innymi, powodu, jestem zwolennikiem diet za prace w komisjach.
nadesłał Krzys Sikora dnia 02-11-2002
DROGI PANIE KRZYCIU:
Uwazam, ze moje porownanie jest dobhre i sam pan tego dowiodl. Czy bednary nalezy wyplacac dopiero, gdy trzeba ich wyplacic duzo? Kazda praca powinna byc doceniona! Za siedzenie przez 2 godziny i 15 minut bez ruchu na lekcji Mikolaja dostaje sie 30 bednarow. A posel ma jakies 4 (mam nadzieje, ze w przyszlej kadencji wiecej) posiedzenia po 3-4 godziny. SIedzi wtedy bez ruchu. Powiem wiecej musi podnosic reke i nierzadko glos, bo jak jest sie uczniem to trudniej sie przebic.

Wysokosc diet mysle, ze wyniknie jakos z ogolno przyjetej stawki.

Na ostatnim posiedzeniu pojawila sie zapowiedz przynania diet Sedziom. Ja o to nie zabiegam. Ja jako posel zglosilem tylko niosek obywateli. Uwazam, ze nalezalo dopuscic ich do glosu i nie wzbraniac sie na sile przed bednarami.

NIe wiem czy bednar stanie sie prawdziwa waluta. Watpie w to, ale... Jak sprawiedliwie to sprawiedliwie. ROdzice i nauczyciele upominali sie o bednary.


nadesłał hobbit dnia 02-11-2002
bardzo przepraszam za "krzyciu"...mialo byc oczywiscie KRZYSIU...


nadesłał hobbit dnia 02-11-2002
hm... mysle ze wartosc bednara jest trudna bardzo do ocenienie i dlatego wyplaty sa bardzo nieronwe i chyba niesprawiedliwe... mysle, ze ministrowie dostaja sumy nieadekwatne do ogromu ich pracy... ich stale pensjie chyba nie sa "sprawiedliwe"...
niektorzy uwazaja ze nie ma sensu wyplacac bednarow ludziom aktywnym ktorzy maja juz na cale czesne...uwazam ze gdyby na bednary byl inny rynek zbytu niz zlotowko to mialo by wiekszy sens...
nadesłał hobbit dnia 02-11-2002
Pewnie wywola to pewne kontowersje. Z dyskusji wiecej winiknie zapewne. Ale jesli sprzatajac mozna zarobic 6 bednarow za 15 minut pracy to mnistrowie dostaja....duuuuuuuuuzo za malo.Sprzetanie jest nieatrakcyjna praca, ale nie jest praca tak ciezka jak praca w Radzie Szkoly.
nadesłał Jedrek Sokolowski dnia 02-11-2002
Nie będę powtarzać, bo w zasadzie w pełni zgadzam się z p. Krzysiem. Pracę w sejmie trudno zaliczyć do tych ciężkich i nie wdzięcznych.
Ale jeśli wprowadzilibyśmy diety, to może... jeszcze raz rozpatrzyć mój pomysł (oczywiście nie ja byłem z tym pomysłem pierwszy!), aby Rzeczpospolita Szkolna była demokracją bezpośrednią. Zarzucano mi, że gdyby na sejm mógł przyjść każdy... nie przychodził by nikt (nie czując bezpośredniej odpowiedzialności). Argument był podparty przykładami z pierwszych lat szkoły, więc trudno było z nim dyskutować. Ale teraz sytuacja zmieniła by się diametralnie.
A uważam, że podstawowym zadaniem władz szkolnych powinno być wciągnięcie jak największej ilości obywateli do „zabawy w demokrację”. Z doświadczenia wiem, że przychodząc na sejm, radę szkoły zupełnie inaczej na sprawy szkoły się patrzy. Z większym, optymizmem, pogodą, a przede wszystkim wiarą we szkołę (a przecież jest ona tak ważna!), dla kogoś kto w demokrację się aktywnie nie włącza nasza szkoła staje się dyktatorem, jak wszystkie inne. A to oznacza, że należy na nią narzekać. I tak też większość uczniów robi.
Co przeciętnego ucznia obchodzi czy dana decyzja została podjęta demokratycznie przez sejm, czy (jak w innych szkołach) przez samą dyrekcje? NIC! On otrzymuje samą decyzję. Żeby ją lepiej rozumieć musiał by być przy debacie sejmowej, widzieć jak ona mozolnie się kształtuje, wtedy miał by powody aby ją szanować, a więc i z czystym sercem przestrzegać.
Czy w naszej szkole przeciętny uczeń ma na to szanse? Nie. Co roku jest (demokratycznie, wiem. Ale czy jest jakaś różnica?) wybierana wąska grupa obywateli, która będzie mogła doświadczyć tego o czym pisałem. Owszem, nie wybrany też może przychodzić na posiedzenia, ale powiedzmy sobie szczerze: większość ludzi uzna taki pomysł za niedorzeczny.
Przy demokracji bezpośredniej jest szansa włączenia w nią obywateli, którzy na początku wcale nie mieli zamiaru przychodzenia na sejm szkolny i nie kandydowali by w wyborach (nie wspominam nawet o tych, którzy kandydują, lecz się nie dostają). Zjawili by się jednak na tym sejmie, który rozpatruję sprawę dla nich istotną. Może zachęcili by się do sejmu? A może przychodzili by tylko na te posiedzenia, na których rozstrzygają się ważne dla nich sprawy? I tak dobrze.
Dla jasności: Oczywiście, Rada Szkoły i Sąd nadal wybierane by były w wyborach.
nadesłał Ludwik dnia 02-11-2002
Zgadzam sie z Ludwikiem w pewnym stopniu. Tzn. trafna jest twoja obserwacja dotyczaca wiary w szkole. Masz racje zdecydowanie. JA jednak uwazam, ze obywatel moga (i powinni) przychodzic na te Rady Szkoly i te posiedzenia Sejmu na ktorych rozpatrywane sa sprawy dla nich wazne. Jestem bardzo scepytycznie nastawiony do pomyslu demokracji bezposredniej. Uwazam ze w obecnej sytuacji kazdy obywatel ma wystarczajaco duzo mozliwosci do dzialania nawet jesli go nie wybrano do zadnych wladz. NIe trzeba wcale kandydowac. Dobrym przykledem jest Tomek Kunicki-oldfinger, znany dzialacz ("Bo Kunicki to ostatni stal sie dzialaczem. Patrzcie to ja Kunicki, dzialam! Nic nie robi tylko dziala. Pamietam takich(...)" - Marek Gornicki). Uwazam, ze nalezy demokracje przyblizyc obywatelm. Twierdze, ze nie wiedza co traca. Przy dekomracji bezposredniej tez by zapewne nie wiedzieli. NIe moge sobie wyobrazic, ze w obecnej sytuacji po wprowadzeniu bezposredniej demokracji na posiedzenie przybywaly by tlum. Jeszcze trudniej jest mi uwierzyc, ze tlum te podejmowaly by swiadome i odpowiedzialne decyzje. A jak zamiast tlumow przyjda nieliczni? Czy ich decyzje nie beda bardzo przypadkowe? Czy ludzi nalezy zmuszac do demokracji? Chyba nie. Chyba nie o to chodzi.
nadesłał Jedrek Sokolowski dnia 02-11-2002
Może i faktycznie ma możliwości działania, ale prawo do głosowania na sejmie zostało by zupełnie inaczej odebrane. Jak już pisałem nie chodzi mi o to żeby sejm podejmował lepsze decyzje (bo wierzę, że w obu przypadkach będą tak samo dobre. Każda decyzja na sejmie poprzedzona jest długą decyzją, a jeśli mamy niewierzyć w rozsądek obywateli - to cała demokracja jest bez sensu) tylko o zmiane wrażenia jakie sprawia cały system na uczniach. Jak by uczeń nie będący posłem się postarał, też mógłby coś zmienić. Ale prawo do głosowania na sejmie zmieniało by sposób patrzenia ucznia na tę instytucje.
Jeśli chodzi o frekwencje sejmu bezpośredniego - liczę na diety poselskie.
nadesłał Ludwik dnia 02-11-2002
Piszę o upiornej godzinie, więc nie będę polemizował z nikim. Zauważę tylko, że uposażenia rajców zostały zrównane z czesnym. Ponadto sejm obiecał sobie, że uchwali diety dla sędziów, tylko nie był w stanie szybko sklecić projektu ustawy.
nadesłał Lobelio dnia 02-11-2002
A ja wcale nie wiem, czy sędziowie powinni dostawać diety. Może jest to ciężka praca, ale autoryt społeczny sędziów jest, uważam, dostateczną nagrodą. Kiedy w sądzie jest tylko jeden uczeń z Raszyńskiej, to za każdym razem, kiedy go spotykam, nie jestem pewien, czy mimo jego deski z napisem "listen to bob marley" nie powninienem się mu ukłonić :). A gdyby on dostawał za sądzenie bednary, to zrobiła by się to praca jak każda inna. (tak myślę)
nadesłał Pacewicz dnia 03-11-2002
Najpierw tylko o dietach, potem o demokracji bezposredniej.
Zapewne gdy wszyscy pracujacy we wladzach szkolnych beda dostawali diety adekwatne do wkladu pracy, bedzie to sprawiedliwsze, niz gdyby wyroznic tylko poslow.
Ale, zauwazcie, zawsze bedzie mala grupa osob o przedziwnie duzej checi do pracy na rzecz szkoly oraz znacznie mniejsza grupa osob znacznie mniej chetnych. Przedmiot pt."prace pozyteczne" (potem zmieniony w bednary) po to zostal wprowadzony (jesli pamietam), by kazdy pracowal dla szkoly. Choc troche - czyli by bylo minimum pracy. Sa osoby, ktore zarabiaja wiecej, sa takie (b. rzadko), ktore wplacaja wiecej, niz musza, sa takie, ktore prracuja i nie upominaja sie o zaplate.
Wolalbym widziec w Sejmie osoby, ktore pracuja dla szkoly, a nie dla bednarow.
To co piszesz na poczatku swojego pierwszego komentarza, Hobbicie, utwierdza mnie (paradokslanie)w przekonaniu, ze mam racje. Chcialbym odroznic tych, ktorzy pracuja na minimum od tych ktorzy pracuja dla szkoly. Zapewne w podobny sposob, w jaki w powyzszym komemntarzu Krzys Pacewicz wyroznia Sedziow.

Co do demokracji bezposredniej zgadzam sie z Hobbitem. Wydaje mi sie, ze szkolne prawo daje przecietnemu obywatelowi znacznie wiecej mozliwosci uczestniczenia w zyciu szkoly, niz mozna sie spodziewac po szkolnej codziennosci. Chyba lepiej najpierw starac sie wykorzystac istniejace mozliwosci, niz tworzyc nowe - jednakowo nie wykorzystywane...
Na spotkania Rady Szkoly na Raszynskiej przychodzi wiernie troche (sporo?) osob bez prawa glosu. Ale z prawem zabierania glosu. I Rada z ich opinia sie liczy. Oni wykorzystuja swoje mozliwosci wplywania na szkolna rzeczywistosc. Warto przekonywac innych, ze tez moga: przychodzic na Sejm, na Rady Szkoly, zglaszac wlasne projekty ustaw... Jak wielu z tych praw korzysta?
nadesłał Krzys Sikora dnia 03-11-2002
Kunicki korzysta!
nadesłał Hobbit dnia 03-11-2002
Ja bede zabiegal o przyblizenie demokracji obywatelom. Mysle, ze referendum bedzie dobrym poczatkiem. Czy nie przypomnialo to niektorym o istnieniu Sejmu? Czy nie poczuja, ze maja jakis wplyw na wladze? Moze to odwolanie sie do opinii obywateli bedzie poczatkiem zblizenia.
Wlasnie po to chce kandydowac ponownie do Sejmu.
nadesłał Hobbit dnia 03-11-2002
Pacewiczu: Co do tego jegomoscia z deskorolka. Nie zawsze szacunek nalezy sie czlowiekowi, ktorego wybrala wiekszosc... Czy Michalowi Wisniewskiemu tez bys sie klanial za to, ze sprzedal duzo plyt, czy za to, ze jest wielkim artysta?
(pozdrawiam Cie Krzysiu i czekam na kolejny tekst. wspolny?)
nadesłał Jedrek 'Hobbit' Sokolowski (dla odmiany) dnia 03-11-2002
A mi się wydaje, że warto dać obywatelom jakiś racjonalny pretekst żeby mogli przychodzić na sejm (usprawiedliwić się, że "marnują czas", nawet przed samymi sobą!). Ja przychodziłem na Rady gdy byłem ministrem w klasie I, teraz postanowiłem znów przychodzić, jako dziennikarz. Ale to tylko pretekst :) Lubię Rady. (Jeśli chodzi o sejm to zawsze staram się przychodzić, ale mam takie szczęście że jak jest sejm to MUSZĘ się rozchorować!)
Wierzę, że przyznania prawa REALNEGO głosu w REALNYCH sprawach ożywiło by szkolną demokrację. Dyskusje o decyzjach jakie sejm powinienm podjąc przedostały by się z sali obrad na szkolne przerwy. Gdyby przeciętny uczeń mógł zadecydować o wprowadzeniu jakiegoś postanowienia, grupie która za nim lobbuje (a także tej która jest przeciw) opłacało by się go o nim jak najlepiej poinformować. A czy nie informacja zwykle u nas szwankuje?
nadesłał Ludwik dnia 03-11-2002
MIchałowi Wiśniewskiemu nie, chociaż, gdyby został prezydentem, to kto wie... :)

nadesłał Pacewicz dnia 03-11-2002
Do Ludwika: jaki na przykład pretekst masz na myśli? To znaczy mogę sobie wyobrazić preteksty dla poszczególnych grup mniejszosciowych, dla Urbaników, dziennikarzy... Ale jaki pretekst mógłby być ogólny i taki, który zachęcał by wszystkich do przychodzenia na Sejmy czy Rady szkoły?
nadesłał Pacewicz dnia 03-11-2002
(Oczywiście oprócz rozdawania darmowych pączków:)
nadesłał Pacewicz dnia 03-11-2002
Taki że mogli by głosować i podejmować decyzje na sejmie! Czyli demokracja bezpośrednia.
nadesłał Ludwik dnia 03-11-2002
Ja mysle, ze duze znaczenie ma prasa. Gdyby wiecej ludzi wiedzialo i czytalo o decyzjach Sejmu musialy by wybuchac dyskucje. Gdyby wybuchaly dyskusje obywatel sami zechciali by wplywac na wladze. Wybory byly by zapewne bardziej swiadomy gdyby kazdy kandydat zdal relacje z tego co naprawde zrobil. Dlatego prosilem marszalka (niestety w tej kadencji sie nie zgodzil) by umieszczal skan listy obecnosci na BS i wywieszal na tablicy obok diariusza.

Moj kolejny pomysl przyblizenia demokracji to godziny wychowawcze. Sam zaobserwowalem w swojej klasie dyskusje na temat decyzji Rady Szkoly. Kiedy wybuchaly te dyskusje? Gdy ktos poinformowal innych w klasie o tym co ostatnio Rada postanowila. Mysle, ze urbanikowie i wychowawcy moga przyblizyc demokracje uczniom. Nie wiem jak wygladaja zebrania dla rodzicow. Ale chyba demokracja szkolna nie wystepuje tam jako temat powazny. Mniejsza o to czy powazny, czy nie, ale rodzicow rowniez warto poinformowac. Jesli obywatel ma dzialac, musi najpierw wiedziec. Po co? Przeciw czemu? W jaki sposob?

Uwazam, ze w demokracje nalezy wciagna urbanikow jako przedstawicieli najmniejszych komorek naszej demokracji (przedziwne sformulowanie...). W sferze zartu pomyslalem o senaci skladajacym sie z urbanikow i wychowawcow;) Mysle, ze klasy maja juz doswiadczenia dotyczace wplywania na swoich urbanikow, bo na nich maja po co wplywac (np. wyplaty bednarow).
nadesłał Hobbit dnia 03-11-2002
Chcialem ruszyc do wyborow, pod haslem przyblizenia demokracji obywatelom i uczynienia z niej sprawy powaznej dla kazdego. Mam w glowie kilka pomyslow, ale jak zapewne widaj powyzej niezbyt uporzadkowanych. Zastanawiam sie na sformulowaniem jasnego programu... ale...nie wierze niestety w jego powodzenie... Obawiam sie, ze programy wyborcze nie sa istotne w szkolnych wyborach. Jak to zmienic?
nadesłał Hobbit dnia 03-11-2002
jakos tak BS zinfantylnial kiedy te kolorki wrocily...
nadesłał Jedrek 'Hobbit' Sokolowski dnia 03-11-2002
Ludwiku, wierz mi, samo prawo do glosu nie wystarcza, by obywatelom chcialo sie przychodzic na posiedzenia Sejmu. Latwo bylo to zaobserwowac w poczatkach istnienia szkoly. Lepiej jest zaczac od budowania zainteresowania szkolnym prawem i jego konsekwencjami. I dopiero potem tworzyc nowe mozliwosci prawne. (Bo i teraz jest ich strasznie duzo!)

Hobbit: program chyba nie zaszkodzi opinii wyborcow na Twoj temat? A moze niektorych zacheci? A Tobie na pewno pomoze.

I jeszcze na temat "przyblizania demokracji". Rada Szkoly spotyka sie co 2 tygodnie. Nie nalezy wymagac od wychowawcow, by uczestniczyli w spotkaniach Rady - bo sa oni tez nauczycielami (wiec musza sprawdzac prace, przygotowywac lekcje), mezami, zonami, rodzicami... Ale w zeszlym roku bylo tak (i sadze, ze podobnie jest obecnie), ze po kazdym spotkaniu Rady wychowawcy dowiadywali sie wszelkich nowosci. Mozecie wiec pytac wychowawcow PO ich cotygodniowych spotkaniach.

A Urbanicy powinni przychodzic na spotkania Rady. Ale ze prawo nie mowi, kto to jest Urbanik, warto, by kazda klasa oddzielnie ustalila, czego oczekuje od swojego Urbanika. (Znam klase, ktora w zeszlym roku obarczyla Urbanika masa obowiazkow, ale tez przyznala mu nieblacha pensje z puli bednarow dla wychowawcy.)
nadesłał Krzys Sikora dnia 04-11-2002
wcale nie chcialem wymagac od wychowawcow by przychodzili na Rady. a moze okreslic trzeba prawie Urbanika? i jakos go zwiazac z Sejmem...albo czyms...
nadesłał Hobbit dnia 04-11-2002
pół komentarze to hoobbit ..hobbit..jędrek sokołowski..jędrek sokołowski..
może to powino skłaniać do refleksji
nadesłał tomek dnia 04-11-2002


nadesłał Jakiej refleksji? dnia 04-11-2002
p. Krzysiu: Bardzo możlwie, że nie wystarczy. I właśnie dlatego ponownie podniosłem ten temat przy artykule o bednarach za przychodzenie na sejm. Bednary mogą ich zachęcić. A wierzę, że gdy już przyjdą zajmie ich dyskusja. Mamy naprawde intelignetnych i świadomych politycznie uczniów, więc myślę że gdyby już przyszli było by to z porzytkiem i dla nich i demokracji.
Budowania zainteresowania szkolnym prawem? JAK? Trudno zainteresować kogoś czymś na co on nie ma wływu. Gdyby mógł w tej sprawie podjąć jakąś decyzje - wtedy by się zastanowił.
Nie widzę powodu dla którego większośc obywateli praktycznie nie ma wpływu na szkolne prawo. Jak mają je szanować?
nadesłał Ludwik dnia 04-11-2002
A ja mimo to sie nie zgadzam, bo nie sadze, by dobrze bylo "kupowac" aktywnosc. Tym bardziej, ze sporo widzialem osob, ktore "zagladaly" na Sejm i... robily to tylko raz. (Niemowle rzucone na gleboka wode chyba jednak tonie, jesli wczesniej nie slyszalo, ze mozna plywac.) Chodzi mi o to, ze taka zacheta moze nie starczyc, by rzeczywiscie "wciagnac".
Dalej: moze "trudno zainteresowac kogos czyms, na co nie ma wplywu". Ale u nas ma! Kazdy obywatel ma wplyw na demokracje! Ale rzadko z niego korzysta. Czy pamietasz kogos (procz Tomka KG), kto, nie bedac w Sejmie, zlozyl wniosek ustawodawczy? Jak czesto korzystamy z tak fenomenalnego wynalazku jak Sad Szkolny? Jest masa rzeczy, ktore "przecietny" obywatel moze robic i tym samym zmieniac szkole.
A Twoje ostatnie zdanie wyglada groznie. Czy sadzisz, ze w panstwie, takim jak Polska na przyklad, prawo skazane jest na brak szacunku? Dlatego, ze kolosalna wiekszosc nie ma na nie praktycznego wplywu? Chyba nie (mam nadzieje). A w naszej szkole jest znacznie latwiej...

Jak wiec zainteresowac? Tak, jak pisze Hobbit. Informujac jak najwiecej, jak najgesciej o dzialaniach "wladz". I o prawie, ktorego niektorzy nie znaja.

Moze i przekonasz mnie do demokracji bezposredniej. Ale tylko wowczas, gdy zobacze, ze wiekszosc obywateli korzysta z praw, jakie ma juz teraz.
nadesłał Krzys Sikora dnia 04-11-2002
zgadzam sie z p.Krzysiem...
nie bede wiec juz odpowiadal Ludwikowi...

KUNICKI: nikt chyba poza toba nie widzie o co Ci chodzi ;p
wymyslasz!

Ludwik: nie chodzi o zainteresowanie prawem. chodzi o zainteresowanie demokracja...czyli rowniez o dzialania i wplywanie.swiadomosc demokracji pomoze w jej szanowaniu. nie trzeba zaraz stanowic prawa by je szanowac, mysle, ze w naszych warunkach wiele pomoze swiadomosc.
nadesłał Hobbit dnia 04-11-2002
Dzialaczu! Popatrz lepiej na siebie. Jak Ty piszesz... to powinno sklaniac do refleksji...




nadesłał edgar dnia 04-11-2002
">bo nie sadze, by dobrze bylo "kupowac" aktywnosc."
To zdanie zdaje się być wymierzone przeciw bednarom wogle.
">Moze i przekonasz mnie do demokracji bezposredniej. Ale tylko wowczas, gdy zobacze, ze wiekszosc obywateli korzysta z praw, jakie ma juz teraz."
Ja mam zupełnie, ale to zupełnie inne spojrzenie na tę sprawę. Uważam, że powinno się wprowadzić demokrację bezpośrednią właśnie DLATEGO, że większość obywateli nie korzysta z praw, jakie ma juz teraz. Gdyby korzystała nie było by potrzeby ich do tego zachęcać po przez demokracje bezpośrednią.
nadesłał Ludwik dnia 04-11-2002
a ja jestem wlasnie dlatego przeciwnikiem demokracji bezposredniej. skoro teraz nie korzystaja to nie beda korzystac z demokracji bezsposredniej. lepiej zachecic ich teraz.
nadesłał Hobbit dnia 04-11-2002
Hobbit: "Dlatego prosilem marszalka (niestety w tej kadencji sie nie zgodzil) by umieszczal skan listy obecnosci na BS i wywieszal na tablicy obok diariusza."

Chciałbym bardzo przeprosić Hobbita za ten stan rzeczy. Ale w tej chwili nie mogę obiecać poprawy. (Musiałbym znaleźć listę). Winien jestem wszkakże JA OSOBIŚCIE. Zawłaszczyłem bowiem sobie prerogatywy kancelisty i zabrałem listę do domu. Ale szef kancelarii z braku czasu do końca posiedzenia doczekać nie może.

Powtórzę: JESTEM WINNY.
nadesłał Lobelio dnia 04-11-2002
Ludwiku, odpisalem Ci wczoraj dlugim komentarzem i... internet przestal dzialac! Zly bylem, ale mi minelo i postaram sie krotko odtworzyc wczorajsze (acz aktualne) mysli.

1. Zdanie, ktore cytujesz nnie jest wymierzone przeciw bednarom. Ha! Mysle nawet, ze po cichu staje w obronie bednara! Bednar bowiem jest dla mnie gwarantem, ze KAZDY uczen cos zrobi dla szkoly. (O czym juz chyba pisalem.) Chocby tyle, by wplacic czesne. Po poslach, czlonkach Rady Szkoly i sedziach oczekuje (i chyba powinienem) czegos wiecej, niz tylko zarabiania na czesne. Cytowane przez Ciebie zdanie odnosilo sie do osob, ktore mniej entuzjastycznie pracuja na rzecz szkoly.

2. Dac obywatelom wiecej praw dlatego, ze nie korzystaja z tych, ktore juz maja??? Ej! Kupic dziecku piec litrow mleka dlatego, ze nie chce wypic nawet lyzeczki??? Mysle, ze lepiej najpierw przekonac dziecko, ze mleko jest dobre (zdrowe / fajne / jakiekolwiek inne), a dopiero potem szalec, wydawac pieniadze.
Mozliwosc bezposredniego wplywania na prawo nie jest jedynym dobrem, ktore daje nam demokracja. I nie powinnismy budowac przekonania, ze jest dobrem najwiekszym. Dlaczego wiec od tego prawa chcesz zaczynac przekonywanie ludzi do demokracji?
nadesłał Krzys Sikora dnia 05-11-2002
Nie. Nie proponuję dać takich samych praw, tylko w większej ilości. Bardziej można porównać to do "Dziecko nie chce mleka? To może polubi jogurt. Który, jak wykazały badania, jest zdrowszy".
nadesłał Ludwik dnia 05-11-2002
Chcę zwrócić uwagę, że mój pomysł ma na celu przedewszytkim zwiększenie zainteresowania demokracją (i podałem mechanizmy jakie ma wytworzyć). Ale jest także sprawiedliwszy i pozwala naprawde decydować uczniom.
nadesłał Ludwik dnia 05-11-2002
Zeby stanowic lub zmieniac prawo, nalezy wczesniej wiedziec po co. Osoby, ktore nijak z demokracji nie korzystaja, raczej tego nie wiedza. Nie tedy droga, Ludwiku. Uciekajac sie do tej samej metafory (co robi sie zabawne): nie zainteresujesz dziecka mlekiem (obradami Sejmu) kupujac mu wiecej mleka. Jogurt jest dobrym pomyslem. Ale wokol nas masa jogurtu! Nie trzeba zmieniac rzeczywistosci, czyli naszej demokracji. Wystarczy dostrzec, jak wiele praw nam daje. I ich uzywac.

To dobrze, ze chcesz zwiekszyc zainteresowanie demokracja. I ja tego chce. I jeszcze kilka innych osob. Tylko dziwie sie, dlaczego od takiej niefortunnej strony?

Zrob eksperyment. Zapowiedz w szkole (oplakatuj ja na przyklad), ze w ktorys poniedzialek od godziny 18 do 20 bedziesz zbieral podpisy pod wnioskiem o zmiane systemu naszej demokracji na bezposrednia. I sprawdz, ile osob sie tym zainteresuje.

I jeszcze jedno: nie zgadzam sie, ze Twoj pomysl jest sprawiedliwszy. Bo obecny jest sprawiedliwy. ("sprawiedliwy-sprawiedliwszy" brzmi trocche jak "rowny-rowniejszy") Przeciez KAZDY ma takie same prawa, by np. wziac udzial w wyborach, by przekonywac innych do swoich racji. I wiele innych praw. Niektorzy z nich po prostu nie korzystaja.
nadesłał Krzys Sikora dnia 05-11-2002
Chyba dobrze kojarzę, że Krzyś coś mówił o ustalaniu przez Sejm wysokości diet. Wspomnę zatem, że w Stanach Zjednoczonych raptem dziesięć lat temu uchwalono XVII poprawkę do Konstytucji. Wg niej kongresmen, który głosował za podwyższeniem diety poselskiej nigdy w swoim życiu z tej podwyżki nie może skorzystać. Może to jakoś zaadoptować do naszych warunków?
nadesłał Lobelio dnia 05-11-2002
Niedobrze. Gdybyśmy mieli to wprowadzić, to diety poselskie musiałyby wynosić 0 bednarów za każde posiedzenie. Bo nikt nie głosowałby za podwyższeniem ich, bo przecież i tak nie mógłby z nich korzystać ani on, ani większość, która jest potrzebna do wprowadzenia ustawy. Dlatego wnoszę o niekopiewanie wuja Sama, przynajmniej w tej dziedzinie:)
nadesłał Pacewicz dnia 05-11-2002
Najpierw trzeba ustalić w formie dajmy na to 3 bednarów. A potem skopiować Wuja Sama.
nadesłał Lobelio dnia 05-11-2002
Apeluje do wszystkich, by zaproponowali w swych klasach dyskusje na temat referendum. Godziny wychowawcze chyba nadaja sie do tego swietnie.

A moze Rada Szkoly przewidziala jakies fundusze na propagowanie "tak" i propagowanie "nie"? Jakies spoty z Pacewiczem mozna by nakrecic.
nadesłał Hobbit dnia 06-11-2002
My nie korzystamy z praw, które już mamy?! Ekhm...nie chciałabym burzyć waszego obrazu rzeczywistości, ale to zdanie jest nieprawdziwe. My nie mamy MOŻLIWOŚCI korzystania z praw, które nam w teorii przysługują. Oto przykład: nauczycielka robi nam klasówkę niemal z dnia na dzień, a gdy zgłaszamy ten problem wychowawczyni, robi nam na kolejnej lekcji (ta nauczycielka) awanturę. Że jak my w ogóle śmiemy się powoływać na kodeks ucznia, że to nieuczciwe z naszej strony itp. Ręce opadają. P.S. Wiem, że ta sprawa nie ma związku z bednarami, ale to dość ogólne zdanie o prawach, z których nie korzystamy skłoniło mnie do sprostowania. Poza tym, to się jakoś wiąże: co to za demokracja, skoro mimo niej nauczyciele mogą wszystko?!
nadesłał Gawlik dnia 06-11-2002
Sasiad zalal mi mieszkanie, poszedlem do dozorcy, a nastepnego dnia sasiad mial mi za zle...
Czy to znaczy, ze powinienem sie przeprowadzic?

A tak serio. Przyklady lamania prawa przez nauczycieli sa oburzajace. Jednakowo oburzajace, jak przyklady lamania prawa przez uczniow. Czyli bardzo oburzajace. Gawlik pisze, ze nauczyciele moga wszystko. A ja mysle, ze kazdy moze wszystko, jesli nikt nie wyraza sprzeciwu. Wystarczajacego sprzeciwu.

Sadze, ze z nauczycielami zawsze mozna sie jakos dogadac. Tak sadze, bo jestem nauczycielem. Zawsze warto sprobowac. A jesli nie wychodzi... Przed Wami jeszcze dluga droga do wykorzystania wszystkich prawnych mozliwosci, jakie Wam przysluguja. (Tak naprawde jeszcze jej nie zaczeliscie - rozmowe z wychowawczynia trudno nazwac "prawna mozliwoscia".)
Wiem, ze nie latwo jest walczyc o swoje, ale jesli prawo stoi po Waszej stronie, warto brnac dalej. Nie pamietam, by kiedykolwiek nauczyciel zostal pozwany do Sadu z powodu bezprawnego przeprowadzenia sprawdzianu.
Domyslam sie odpowiedzi: pozwiemy do Sadu, narazimy sie jeszcze bardziej.
To dosc przykry sposob myslenia. Bo nie pomoze Wam zmienic sytuacji.

Ustepujaca wkrotce Rada Szkoly obiecala swego czasu pomoc w kierowaniu spraw do Sadu w klopotliwych sytuacjach. Moze tam poszukac pomocy? Albo wsrod nauczycieli, ktorzy Waszym zdaniem prawa nie lamia i chca, by bylo przestrzegane?
nadesłał Krzys Sikora dnia 06-11-2002
sprawa jest prosta
rada to praca, pelno etatowa
sejm nie jest praca nawet cwierc etatowa. To po pierwsze po drugie pieniadze za poslowanie za bardzo przyblizaja nast to do wspolczesnej rzeczywistosci. W starozytnych atenach urzednicy nie dostawali zadnych wynagrodzen, a ta polis byla zncznie bardziej podobna do naszego organizmu (panstwowego?) jakim jest Rzeczpospolita Obojga Terytoriow.
Pomysl z dietami moglbym nawet przyjac jesli wzamian za to na posle zaczely by ciazyc jakies obowiazki. Jak stawianie sie na kazdym posiedzeniu sejmu i aktywnym w nim udzialu. Natomiast jesli dajemy pieniadze od tak sobie, nic nie zadajac w zamian skonczy sie to napływem do sejmu osob, ktore kandydowaly do niego tylko ze wzgledu na Bednary...
nadesłał spiewak dnia 06-11-2002
sprawa jest prosta
rada to praca, pelno etatowa
sejm nie jest praca nawet cwierc etatowa. To po pierwsze po drugie pieniadze za poslowanie za bardzo przyblizaja nast to do wspolczesnej rzeczywistosci. W starozytnych atenach urzednicy nie dostawali zadnych wynagrodzen, a ta polis byla zncznie bardziej podobna do naszego organizmu (panstwowego?) jakim jest Rzeczpospolita Obojga Terytoriow.
Pomysl z dietami moglbym nawet przyjac jesli wzamian za to na posle zaczely by ciazyc jakies obowiazki. Jak stawianie sie na kazdym posiedzeniu sejmu i aktywnym w nim udzialu. Natomiast jesli dajemy pieniadze od tak sobie, nic nie zadajac w zamian skonczy sie to napływem do sejmu osob, ktore kandydowaly do niego tylko ze wzgledu na Bednary...
nadesłał .. dnia 06-11-2002
Jasiu...jesli sie nie myle gdzies nad Twoim komentarzem napisano, ze bednary wyplacane beda z obecnosc. czyli na posiedzenie zeby je dostac trzeba sie bedzie stawic tak jak chcesz. skor bedziemy dawac tym co przyjda to moze nalozymy tez kary bednarowe za nieobecnosc?
nadesłał Hobbit dnia 07-11-2002
Nie mówiąc o tym, że - "Perykles wprowadził wynagrodzenia za wszystko" - zwłaszcza za udział w zgromadzeniu. A to jego czasy są uznawane za najlepsze. Ciasteczka i bednary: cóż za niebiańskie wynagrodzenie!
nadesłał Lobelio dnia 07-11-2002
Lobelio nasunął mi na myśl pewien pomysł: można wprowadzić diety poselskie wypłacane w ciasteczkach. Wtedy posłowie będą zadowoleni, a jednocześnie ciągle bdą musiely być aktywni i działać dla dobra szkoły również poza Sejmem. Proponuję ustalić dietę 20 piegusków za posiedzenie dla posła. Przepuszczam, że niepełne quorum przejdzie do historii w trybie natychmiastowym :)
nadesłał Pacewicz dnia 08-11-2002
Co pan ma na myśli, pisząc o "oburzającym zachowaniu uczniów"? Czyżby wymachiwanie kodeksami?
nadesłał Gawlik dnia 08-11-2002
Napisalem, ze przyklady lamania prawa przez nauczycieli sa jednakowo oburzajace, jak przyklady lamania prawa przez uczniow. Piszac to nie mialem na mysli zadnych konkretnych zachowan (pytanie Gawlika brzmi troche zaczepnie). Chcialem w prosty sposob wyrazic, ze nauczyciele i uczniowie sa rowni wobec prawa. Na pewno w teorii. A praktyke ksztaltujemy sami.
Nie jest oburzajace "wymachwanie kodeksami". Ale samo wymachiwanie niewiele daje - rozumiem ze slow Gawlika. Trzeba kodeksowe zapisy wcielac w zycie.
nadesłał Krzys Sikora dnia 09-11-2002
Tak testowo dodaje kome
tarz ;]
nadesłał Ludwik dnia 29-12-2004
kome
tarz
nadesłał Test dnia 29-12-2004

D O D A J K O M E N T A R Z
Nick:


E-mail:


Komentarz:


BednarSzok.pl 1999 - 2006
Pewne prawa zastrzeżone