"BednarSzok" był Niezależnym Internetowym Serwisem Informacyjnym poświęconym Zespołowi Szkół "Bednarska". Działał w latach 1999-2006.
Poniższe informacje prezentowane są wyłącznie dla celów archiwalnych.
 
Szukasz oficjalnej strony Bednarskiej? www.bednarska.edu.pl
25.10.2026, imieniny Ingi, Maurycego, Sambora
BednarSzok >> Artykuły

Artykuły


Kiedyś chodziłem do dziwnej szkoły.

W tej szkole w jednej klasie byli bardzo różni uczniowie. Biedni i bogaci, zdolniejsi i mniej zdolni, stąd i stamtąd. W tej szkole byli bardzo różni nauczyciele. Młodsi i starsi, doświadczeni i nowicjusze, mniej i bardziej lubiani. W tej szkole byli bardzo różni ludzie. Ci z mojej i ci z zupełnie innej bajki. Z niektórymi łączyło mnie tylko jedno - nasza szkoła.

Wierzyliśmy, że ta szkoła jest "nasza", bo traktujemy siebie jak równych. Równych, czyli jednakowo godnych szacunku, choć pełniących w szkole odmienne role. Takie myślenie dało początek szkolnej demokracji. Trzeba było przecież ustalić, gdzie nasze prawa są równe, a gdzie każdy stan tworzący szkołę zachowuje odrębność.

Być może wtedy było łatwiej. Nasz kraj budował się od nowa - budując Rzeczpospolitą Szkolną łatwiej było mieć dla niej szacunek. Łatwiej przestrzegać praw, które powstawały na naszych oczach. I przy naszym udziale.

Pokażę Wam ciekawy przykład. W liceum mieliśmy przedmiot o nazwie Prace Pożyteczne. (Nie miał on nic wspólnego ze znanymi z podstawówki ZPT-ami, czyli Zajęciami Praktyczno-Technicznymi, na których chłopcy uczyli się wbijać gwoździe, a dziewczęta gotować. A częściej na odwrót.) Na zaliczenie Prac Pożytecznych musieliśmy sprzątać szkołę (wtedy w szkole nie było W OGÓLE sprzątaczek!), dbać o ogród, wykonywać inne prace na rzecz szkoły. Mieliśmy specjalne karty Prac Pożytecznych, gdzie nauczyciele wpisywali nam, co robiliśmy i ile czasu. Oprócz codziennego sprzątania musieliśmy zaliczyć 20 godzin pracy. Nie było może najprzyjemniejszym zajęciem bieganie z odkurzaczem wokół sali kinowej, ale rozumieliśmy argument, że dzięki naszej pracy szkoła jest przystępna dla wielu ludzi, którzy w innych okolicznościach skazani byliby na "edukację publiczną" - a wtedy, w 1990 roku, był to synonim samego diabła.

I nagle jeden z moich kolegów wymyślił, jak można uatrakcyjnić Prace Pożyteczne. Wymyślił bednary - szkolną walutę. Nauczyciele płacili nią za prace. A my mogliśmy kupować oceny z Prac Pożytecznych. Potem uczniom udało się uchwalić wymienialność bednara. Wielu nauczycieli było temu przeciwnych. Ale uczniowie nadal prześcigali się w pomysłach. Powstał nawet kantor bednarowy (ale szybko upadł, bo nie wzbudził zainteresowania). Minęło trochę czasu, zanim Sejm uchwalił, że nie powinien istnieć przedmiot, z którego oceny można kupić.

Prace pożyteczne poszły w niepamięć - pozostało czesne bednarowe. Równe dla wszystkich w danym roczniku. Wysokość czesnego była (i nadal jest) uzależniona od liczby prac przewidzianych na dany rok w szkole. Kiedyś musieliśmy sprzątać klasy i szkołę i dodatkowo odpracować dwadzieścia godzin. Dziś Wy musicie sprzątać i dodatkowo przepracować kilkanaście albo kilka godzin. Łatwo dostrzec, że macie trochę lepiej, niż było przed kilku laty.

Dlaczego o tym piszę? Bo słyszę postulaty zmian w systemie bednarowym. Obniżenia czesnego lub podwyższenia stawek. Niestety, są to wielkości ściśle od siebie zależne. Nie da się podnieść lub obniżyć jedną nie ruszając drugiej. Można za to zmienić cały system. Ale trzeba mieć pomysł, co pojawi się po zmianie. Oby nie znowu karty Prac Pożytecznych.

System bednarowy zmian wymaga. I to nie takich, jak w zeszłym roku, wprowadzonych na podstawie przeprowadzonych w szkole ankiet. Tych zmian nikt z Was nie odczuł, bo nie stał za nimi żaden pomysł.

Chciałbym, by po tych wyborach udało się znaleźć sposób, który zmniejszyłby liczbę rozczarowanych. I nie zniszczyłby podstaw, na których zbudowano tę dziwną szkołę.

Kiedyś chodziłem do dziwnej szkoły.
Dziś "chodzę" do tej samej. I chcę, by była taka sama.
Kandyduję do Rady Szkoły.

Krzyś Sikora



K O M E N T A R Z E
Komentarze ułożone rosnąco - najnowsze znajdują się na dole.
To ja Szymon Ługowski. Doszły mnie słuchy, że niektórzy nauczyciele uwżają GIMNAZJUM za spalony pomysł. mieliśmy nawet cały wykłat na ten temat. Niemiło mi to mówić, ale się z tym zgadzam. Kiedyś jeszcze zanim powstało gimnazjum kiedy byłem mały chodziłem z mamą na bednarską w szyscy mnie znali i ze wszystkimi się przyjażniłem. Odkąd Pojawiło się gimnazjum wszyscy wydawali mi się obcy, poza tym w szkole pojawiły się straszne męty, stało się jak w prawie normalnej szkole na szczęście prawie, ooo naszczęście. Zostawmy tą szkołę taką jaka była w 1994 r.

NO I TAK !!!

P.S przepraszam za błędy, ale miałem natchnienie.
P.S2 pozdrowienia dla EDMUNDA
nadesłał szymon dnia 10-01-2002
Jako senior-belfer od początku istnienia naszej szkoły walczący o szacunek do słowa - zarówno pisanego w natchnieniu, jak i starannie przemyślanego i wyważonego - pragnę poprawić błędy, które pojawiły się w tekście Krzysia Sikory i Szymona Ługowskiego - otóż roli się nie pełni, tylko odgrywa, co matematyk z celującą oceną z polskiego na maturze powinien wiedzieć, natomiast uczeń pierwszej klasy gimnazjum, nawet natchniony, powinien wiedzieć, jak zgodnie z zasadami ortografii pisze się: wykład, Bednarska, wszyscy, przyjaźń, pojawiło, na szczęście, oraz powinien wiedzieć, gdzie stawia się przecinki. Piszę o tym tylko dlatego, że bardzo mi zależy na tym, by Rzeczpospolita Obojga Terytoriów nadal była moją/naszą szkołą, a od początku jej istnienia walczyłam o poprawnośc języka (to już należy do tradycji). Pozdrawiam Krzysia i Szymona oraz wszystkich, którym losy NASZEJ szkoły leżą na sercu, Mnie leżą i tak jak o szacunek dla słowa będę o nią walczyć.
nadesłał Marta Ługowska dnia 10-01-2002
Przepraszam za błąd. Ale my, matematycy, czasem wznosimy się na tak absurdalne wyżyny abstrakcji, że nie mamy najmniejszych problemów z pełnieniem roli (zamiast odgrywania). Łatwo też przychodzi nam popełnianie błędów.
Pozdrawiam Martę i Szymona.
Krzyś Sikora
PS. Nie wiem, gdzie wsadziłem świadectwo maturalne i nie mogę sprawdzić, jak było naprawdę, ale chyba miałem bardzo dobrą, a nie celującą ocenę z polskiego na maturze.
PS2. Edmund bardzo ucieszył się z pozdrowień i kazał podziękować. Serdecznie.
nadesłał Krzyś Sikora dnia 12-01-2002
Wszyscy macie rację!
nadesłał dżinjus dnia 16-01-2002
Po tej stronie kompa Kamil z Amfisbeny. Z tego co słyszałem o Bednarskiej to uważam że, gimnazjum trochę się jednak różni od L.O. Nie które incydenty dziejące się na Raszyńskiej trochę przypominają mi moją poprzednia szkołę państową, ale cóż widze że, nauczyciele i p. dyrektor robią wszystko by temu zapobiec. To mi sie podoba, w końcu jestem w b. dobrej szkole.
Pozdrowienia dla p. Marty i Szymona Ługowskiego jak i również dla p. Krzysia. Rzecz jasna też dla Edmunda!!
Kamil Wardzyński
nadesłał Kamil dnia 17-01-2002
Przeciez caly czas ta szkola moze byc taka jak kiedys- wystarccy chciec!!!!!!!
nadesłał smerf dnia 06-02-2002
Juz nic z tego nie rozumiem... Nie chodze do waszej szkoly,, ale mam zdawac do, niej egzamin, 2/04. To jak to w sumie jest z tymi bednarami i pracami spolecznymi? Sa czy nie ma? Bo wlasnie to mi sie w tej szkole podobalo...
nadesłał Dark_Angel dnia 13-03-2002
Oczywiście, że są. Powyższy tekst popełniłem w listopadzie 2001 przed wyborami do szkolnych władz demokratycznych, gdy słyszałem wiele głosów przeciwnych bednarom. Ten tekst to pytanie - co zamiast bednarów, jeśli te komuś nie pasują. Na razie brak odpowiedzi, z wyjątkiem tekstu Jasia Śpiewaka (ucznia Dygresji - Komórkowców, czyli III gimn.). Ale pomysł Jasia to powrót (z wolą udoskonalenia) tego, co było na początku. Jestem więc (mówiąc oględnie) jego umiarkowanym zwolennikiem.
Mi także bednary się podobają. Mimo wad.
nadesłał Krzyś Sikora dnia 19-03-2002

D O D A J K O M E N T A R Z
Nick:


E-mail:


Komentarz:


BednarSzok.pl 1999 - 2006
Pewne prawa zastrzeżone