"BednarSzok" był Niezależnym Internetowym Serwisem Informacyjnym poświęconym Zespołowi Szkół "Bednarska". Działał w latach 1999-2006.
Poniższe informacje prezentowane są wyłącznie dla celów archiwalnych.
 
Szukasz oficjalnej strony Bednarskiej? www.bednarska.edu.pl
20.04.2026, imieniny Agnieszki, Amalii, Czecha
BednarSzok >> List_ola_1
Cześć!

Szkoła, do której chodzę w Stanach bardzo różni się od naszej. Zacznijmy od początku, od wejścia porannego do szkoły.

Codziennie zaczynamy dzień szkolny od przysięgi. Z głośnika słychać głos pryncypała, który każe wszystkim wstać i przysięgać fladze swoją wierność. Ja tylko stoję.

Od rana, a potem przy różnych okazjach napotyka się Poganiaczy. Jak wynika z nazwy, zajmują się poganianiem: w korytarzach, przy wejściach do szkoły, a nawet w stołówce. Nie znoszę poganiaczy, strasznie krzyczą - co jest potwornie stresujące - szczególnie z samego rana. Poganiacze są zatrudnieni przez szkołę - naprawdę tylko do tego - żeby poganiać.

Nie ma czegoś takiego jak klasa. Każdą lekcję mam w innym składzie uczniów, co wiąże się ze zmianą sali. Lekcja trwa godzinę, a przerwy 4 minuty (nie licząc lunchu, który trwa tyle co normalna lekcja), dokładnie tyle potrzeba, żeby przejść do innej sali.

Do nauczycieli mówi się po nazwisku. Każde zdanie skierowane do nauczyciela zazwyczaj kończy się ich godnością, np. "Jak się pani ma, pani Schwartz?".

Nie ma kogoś takiego jak wychowawca. Choć jest jedna osoba w szkole, która powinna pełnić jego funkcję - Guardian Counselor. Ale problem z tym jest taki, że on się opiekuje 200 osobami a nie 20.

Nie mam ani filozofii, ani muzyki, ani historii sztuki, ani historii jako takiej - zamiast nich mam Social Studies, co jest po prostu historią Ameryki. Uczymy się wszystkiego bardzo szczegółowo, mam z tym przedmiotem niezłe problemy, bo nie rozumiem parytetu złota, co jest podstawą rozdziału, który przerabiamy.

Zadają na tyle dużo prac domowych, że znajomi spotykają się tylko w piątki.

W weekendy jeżdżę do samego miasta Nowy Jork, które jest oszałamiające! Tutaj można wejść z ulicy i kupić jakiś szkic Chagalla. Co prawda trzeba być jeszcze bardzo bogatym, ale tak samo mile widziani są tam prawdziwi klienci jak ja.

Teraz są wszędzie tłumy, bo za chwilę święta. Sklepy mają przepiękne wystawy. Niesamowite wrażenie zrobiła na mnie witryna Saksa w 5th Ave. (Piątej Alei), która nie pokazuje żadnych ubrań, tylko jest rodzajem teatrzyku - w każdym oknie inna scena przedstawiająca śpiącą Królewnę. Wszystko zrobione w stylu rosyjskich dworów, ale kolejka tak wielka, że zrezygnowałam z przyglądania się z bliska.

Mieszkam w Pelham (20 minut kolejką od NYC) z rodziną Weschlerów, która jest przemiła. Sara ma 15 lat, Ren jest tatą Sary, Joasia - mamą Sary. Przed chwilą skończyłam słuchać ulubionej audycji Rena "This American Life", w której dziś jakiś policjant opowiadał o bardzo nieprzyjemnym pierwszym dniu w pracy, kiedy miał komuś zabrać wiewiórkę ze strychu, ale skończyło się to niechcącym podpaleniem kanapy. Historia bardzo mi się spodobała.

pa pa pa
Ola


BednarSzok.pl 1999 - 2006
Pewne prawa zastrzeżone