"BednarSzok" był Niezależnym Internetowym Serwisem Informacyjnym poświęconym Zespołowi Szkół "Bednarska". Działał w latach 1999-2006.
Poniższe informacje prezentowane są wyłącznie dla celów archiwalnych.
 
Szukasz oficjalnej strony Bednarskiej? www.bednarska.edu.pl
16.04.2026, imieniny Bernarda, Biruty, Erwina
BednarSzok >> Odpowiedź pani Magdy Nowickiej na informacje nowego Zarządu

Odpowiedź pani Magdy Nowickiej na informacje nowego Zarządu

W związku z opisanym na "BednarSzoku" spotkaniem nowego Zarządu z rodzicami czuję się w obowiązków wyjaśnić pewne kwestie finansowe:

Skąd wzięła się moja odprawa?
Na wstępie ze względu na krążące plotki pragnę wyjaśnić sprawę mojej tzw. "odprawy". Ponieważ widzę, że pensje w szkole przestały być tajne i informacje o cudzych dochodach są rozpowszechniane, nie ma powodu abym ukrywała swoją wysokość poborów. Na tę tzw. "odprawę" składają się:
  • Część należna każdemu pracownikowi odchodzącemu za wypowiedzeniem zgodnie z Kodeksem Pracy.
    Po otrzymaniu wypowiedzenia 1 września zgodnie z Kodeksem Pracy pracowałabym do końca grudnia (3 miesięczny okres wypowiedzenia rozpoczynając się od od 1 października). To daje 4-miesięczne wynagrodzenie. Do tego dochodzi ekwiwalent za niewykorzystany urlop, który w moim przypadku wynosił około 70 dni. Moje urlopy miały wymiar znacznie poniżej przysługujących 26 dni roboczych. To daje równowartość mniej więcej 2,5 miesięcznego wynagrodzenia. Razem równowartość około 6,5-miesięcznego wynagrodzenia. To jest to, co Kodeksem Pracy należy się każdemu pracownikowi odchodzącemu za wypowiedzeniem z dniem 1-go miesiąca. Moje wynagrodzenie wynosiło brutto 7 000 zł (netto ok. 4700 zł). W przeliczeniach przyjmuję, że netto stanowi ok. 67% wynagrodzenia brutto. Kwota równa 6,5-miesięcznemu wynagrodzeniu to około 45 500 zł brutto (netto ok. 30 500).
  • Odprawa, czyli kwota przyznana przez pracodawcę na podstawie wzajemnego układu.
    Otrzymałam odprawę w wysokości 2 miesięcznego wynagrodzenia (netto ok. 9400 zł) oraz prawo zakupu zestawu komputerowego za 100 zł (w tej chwili jego wartość jest oceniana księgowo na około 2900-3000 zł, cena rynkowa jest oczywiście niższa). W zamian miałam się zgodzić na odejście za porozumieniem stron z dniem 1 września nie tracąc oczywiście kwoty należnej mi w wypadku wypowiedzenia. To nie mnie zależało na odejściu za porozumieniem. Dlaczego zależało na tym szkole? Być może dlatego, że obawiano się procesu przed Sądem Pracy o unieważnienie niezgodnego z prawem wypowiedzenia i przywrócenie mnie do pracy, który szkoła przegrałaby, ponieważ nie istniał zgodny z prawem powód do wypowiedzenia mi umowy o pracę. Myślę też, że odprawa została mi zaproponowana, abym zgodziła się na odejście od 1 września i nie przychodziła do szkoły w okresie wypowiedzenia, czyli do końca grudnia (inaczej pozostałabym do końca grudnia pracownikiem szkoły, a nawet posłem na Sejm szkolny).
    Razem to około 59 500 zł brutto (netto ok. 40000) (podaję własne obliczenia, nie mam dokładnych danych z programu płacowego). Sumaryczna kwota została, rozumiem, w rozpowszechnianych informacjach powiększona o ZUS płacony przez pracodawcę (ok. 20%) i podawana kwota 71600 zł stanowi całkowity finansowy koszt pozbycia się mnie ze szkoły.
    Co zyskałam godząc się na otrzymaną propozycję? Dwumiesięczne wynagrodzenie - każdy kto utrzymuje rodzinę z pracy i tę prace traci, zrozumie, że takiej propozycji się nie lekceważy. Co spodziewałam się uzyskać godząc się na nie przychodzenie do szkoły przez resztę roku? Spodziewałam się, że i ja i szkoła uzyskamy spokój. Konieczność składania przeze mnie wyjaśnień świadczy, że była to złudna nadzieja, ktoś bardzo tego spokoju nie chce. Co straciłam?
    1. Cztery miesiące stażu pracy do emerytury (nie mam jeszcze wystarczającego stażu) - nie przeliczalne na pieniądze.
    2. Płatny urlop za te 4 miesiące w wymiarze 26/12*4=9 dni (około 2100 zł).
    3. Ubezpieczenie zdrowotne za te 4 miesiące, do momentu znalezienia pracy musiałabym je płacić sama (4*około chyba 150 zł = około 600 zł).
    4. Jeżeli nie znalazłabym nowej pracy (z tym muszę się liczyć) - straciłabym prawo do zasiłku dla bezrobotnych (około 3000 zł) i ubezpieczenia zdrowotnego do momentu uzyskania wieku emerytalnego (5 lat i 1 miesiąc*około 150 zł/miesiąc = około 9 000 zł).
    Nie chciałam odejść ze szkoły i jeżeli ktoś uważa, że moje odejście było zbyt kosztowne, to pretensje proszę zanosić do tych, którzy uważali, że należy się mnie pozbyć ze szkoły za taką cenę. Osoby, które chciały mnie wyrzucić uznały, że szkoła powinna sobie taki wydatek zafundować. Do nich proszę mieć pretensje. Chyba powinny się dowiedzieć ile to może kosztować. Istnieje coś takiego jak prawo pracy.



    Magda Nowicka i Krysia Starczewska w roli aniołów podczas otrzesin Trzynastek i Żakuli. (zdjęcie archiwalne)
    Jak to jest z rezerwą?
    Przed kilkoma laty pani Wasilewska-Trenkner udzieliła ówczesnemu Zarządowi rady, aby dla zabezpieczenia tzw. płynności finansowej szkoły zawsze zachowywać kwotę na wypadek katastrofy w wysokości mniej więcej podstawowych poborów pracowników (to co zgodnie z prawem pracodawca powinien wypłacić pracownikom). Zostało przyjęte w polityce finansowej Towarzystwa (nawet nie wiem czy jest pod to jakaś uchwała), że nie należy zezwolić, aby kwota na rachunku Towarzystwa spadła poniżej 400 000 - 450 000 zł.
    Wyobraźmy sobie, że szkoła jest ogrodem, a finanse szkoły są zbiornikiem na wodę, bez której nawet najlepsze rośliny pod opieką najlepszych ogrodników nie mogą rosnąć. Dbały o ogród ogrodnik obawia się, że może nastąpić jakaś awaria i wody może zabraknąć, a podlać trzeba. Do zbiornika cienkim strumieniem stale woda się dolewa (wpłaty rodziców) i kranikiem stale się wylewa na podlewanie ogródka (wydatki szkoły), ale ten co za wodę odpowiada postanawia, że nigdy nie dopuści, aby poziom wody przykładowo spadł poniżej 1/4 beczki. Ten poziom, poniżej którego postanowiono nie zejść nazwano rezerwą, może lepsza nazwa byłaby - zapas, oszczędności. I poniżej tego poziomu szkoła nie zeszła. Rezerwa cały czas była i jest zachowana (wiem na pewno, że była, mam nadzieję, że jest).
    Jak obecni słyszeli na Walnym w dn 30 września wynosiła ona bodajże 435 tys. W dniu 31 sierpnia wynosiła o ile dobrze pamiętam 621 tys, ale obciążone mającą nastąpić ratą opłat za remonty ok. 170 tys, czyli po zapłaceniu pozostało też około 450 tys. Nie wiem co Zarząd rozumie pod słowem rezerwa, może spodziewano się, że szkoła posiada rezerwę w postaci sztabek złota lub papierów wartościowych w sejfie. Takiej rezerwy szkoła nigdy nie posiadała i jak dotąd nikt na taki pomysł nie wpadł. Ale chyba można wyjąć te 400 tys z banku i kupić za to złoto lub obligacje, jeżeli nowy Zarząd będzie się z tym czuł bezpieczniej.

    Dlaczego w roku 2003/2004 wydano o 780 100 zł więcej niż wpłynęło?
    Wróćmy do przykładu ze zbiornikiem na wodę. Ogrodnik stwierdził, że nie tylko poziom wody w zbiorniku nie spada nigdy poniżej 1/4, ale właściwie stale, mimo wystarczającego podlewania, pozostaje na poziomie połowy zbiornika. Więc zaproponował, żeby nie odkręcać, jak co roku, mocniej kranu (nie robić podwyżki, szczególnie, że dostawcy wody (rodzice) właśnie stracili możliwość odliczeń podatkowych i dostarczenie tej samej ilości wody kosztuje ich nieco więcej), a zużyć na podlewanie tę część wody, która niepotrzebnie stoi w beczce, zachowując oczywiście ustalone ćwierć beczki. To właśnie zrobiono.
    Oczywiście te 780 tys. nie zostały wydane na bieżące wydatki szkoły, ale na te wydatki, które tradycyjnie i zgodnie ze zdrowym rozsądkiem robi się z zaoszczędzonych środków. Przede wszystkim remonty (podobno zarząd podał 600 tys.). Pieniądze pochodzące nie z bieżących wpłat, ale z oszczędności zostały także wydane na prace przygotowawcze do uruchomienia szkoły z maturą międzynarodową (w sumie chyba około 300 tys., ale w tym roku chyba około 150 tys.). Z oszczędności Zarząd postanowił też sfinansować badania moczu, przyznając na ten cel, nie pamiętam dokładnie, ale chyba kwotę 30 tys.
    Podobno zarząd powiedział "To, że szkoła nie ma długów jest tylko wynikiem tego, że wykorzystała rezerwę". Szkoła nie ma długów, bo rozsądnie gospodarowała pieniędzmi, wydając pieniądze zaoszczędzone wcześniej, zamiast wyciągać je ponad potrzeby od rodziców. Wszak wpłaty rodziców mają służyć utrzymaniu szkoły z zachowaniem rozsądnej rezerwy gotówki, a nie bogaceniu się szkoły. Chyba, że ktoś uzna, że dla zabezpieczenia płynności zapas gotówki powinien wynosić milion, tylko po co?
    Podobno poinformował też "nie ma już ani złotówki rezerwy". Proszę o wyjaśnienie co zarząd rozumie pod słowem rezerwa, bo ponad 400 tys niepochodzących z wpływów bieżących jest.
    W czasie kiedy zajmowałam się finansami szkoły (od styczna 2002) z dużych remontów i dużych inwestycji zostało zrobione (wymieniam tylko to co pamiętam):
    na Raszyńskiej - boisko, a właściwie 2 boiska, otynkowanie budynku, remont sieci centralnego ogrzewania za ponad 200 tys., przebudowana portiernia, generalny remont kuchni wraz z zakupem wyposażenia, liczne przebudowy wewnętrzne (inne podziały ścian wewnętrznych), generalny remont pracowni fizycznej, pracowni biologicznej, zaplecza pracowni chemicznej, remont podłogi w sali gimnastycznej, zakupiony rzutnik multimedialny;
    na Bednarskiej - wymiana wszystkich okien w tzw. starej cześci budynku (stołówka i pomieszczenia na I piętrze), generalny remont i doposażenie siłowni (ci co chodzili na siłownię przed remontem wiedzą jak wyglądała), niewielki, ale konieczny remont stołówki i zakup jej wyposażenia, remont gabinetu lekarskiego, generalny remont pracowni komputerowych wraz z założeniem klimatyzacji (była konieczna ponieważ sale komputerowe są małe), zakup wyposażenia do nowej pracowni komputerowej (wraz z monitorami ciekłokrystalicznymi, bo sala jest mała, a one wytwarzają mniej ciepła (tak uzasadniono ten wybór)) stworzonej na życzenie p. Hanny Kobylińskiej, która deklarowała niezwykle nowoczesne metody nauki angielskiego w oparciu o ten sprzęt, zakup 2 rzutników multimedialnych, remont dachu

  • BednarSzok.pl 1999 - 2006
    Pewne prawa zastrzeżone