"BednarSzok" był Niezależnym Internetowym Serwisem Informacyjnym poświęconym Zespołowi Szkół "Bednarska". Działał w latach 1999-2006.
Poniższe informacje prezentowane są wyłącznie dla celów archiwalnych.
 
Szukasz oficjalnej strony Bednarskiej? www.bednarska.edu.pl
13.06.2026, imieniny Antoniego, Gracji, Lucjana
BednarSzok >> Artykuły

Artykuły

Ludwik Trammer, BednarSzok: Jeszcze nie wszyscy uczniowie zdążyli Pana do końca poznać. Czy mógłby Pan na początek powiedzieć kilka słów o sobie i swoich związkach ze szkołą?

Dyrektor Jan Wróbel: Myślałem, że o moim charakterze - zły i szpetny (śmiech).
Związki ze szkołą? Ja tu jestem od zawsze czyli od czasów gdy jeszcze nie było szkoły, a było takie seminarium zorganizowane przez Krystynę Starczewską. Potem uczyłem od pierwszego rocznika, a w drugiej klasie pierwszego rocznika stałem się wychowawcą klasy Dendryt. Potem pracowałem przez wiele lat w szkole jako pełnoprawny nauczyciel, a przez ostatnie 10 lat tylko po parę godzin i poza tym zajmowałem się czymś innym.

Zacznijmy może od okoliczności w których nastąpiła zmiana dyrektora. Przez wiele tygodni słyszeliśmy o konfliktach wewnątrz dyrekcji, o swoistej linii podziału po jednej stronie której stała pani dyrektor Magda Nowicka, a po drugiej pani dyrektor Krysia Starczewska. Linia ta podzieliła wiele osób związanych ze szkołą. Czy Pan również opowiedział się po którejś ze stron?

To jest Pana interpretacja tego sporu, bo ja tak tego nie widziałem. Ani nie dostrzegałem tak jasno tej linii podziału, ani tych dwóch stron. Tylko raczej krzyżujące się racje.
Jako człowiek nie bezpośrednio zaangażowany w taki spór mogę oczywiście czasem przyznawać rację jednej stronie, czasem drugiej. Globalnie rzecz oceniając wydaje mi się, że duszą tej szkoły jest Krystyna Starczewska.

Czy odejście pani Magdy Nowiciej i cała ta sytuacja będzie miała wpływ na nasze stosunki w szkole i ogólnie przyszłość tej instytucji?

Można powiedzieć, że odejście każdej osoby, która coś włożyła do szkoły zawsze zmienia charakter tej instytucji. Tak samo odnosi się to do naszych uczniów, bo odchodzą kolejne osoby i roczniki i to zmienia charakter tej szkoły. Więc oczywiście w takiej sytuacji można tylko odpowiedzieć "tak". Wydaje mi się, że jednym z największych sukcesów tej szkoły było to, że mimo, że przeżyła już kilka konfliktów wewnątrz ciała pedagogicznego (a czasem i na zewnątrz) to brak jest przykładów, żeby wpływało to na stosunek nauczycieli do uczniów. I vice versa - dodam. Także myślę, że odejście pani Magdy (ani kogokolwiek innego) nie spowoduje zmiany naszego stosunku do uczniów. Po 15 latach pewnej tradycji można powiedzieć, że pewne rzeczy w tej szkole pozostaną już na zawsze. Życzliwy, może nawet nadmiernie naiwny stosunek do naszych uczniów jest częścią tradycji tej szkoły i tak pozostanie.

Co Pan rozumie przez słowa "Duch Bednarskiej"?

Szkoła to nauczyciele. Tak jest na całym świecie, w każdej szkole. Nie ma jakiegoś "Ducha Bednarskiej" odrębnego od przekonań i działalności nauczycieli w tej szkole. Dopóki zespołem kierowała Krystyna Starczewska sprawa była dosyć prosta, bo Duch Bednarskiej to był po prostu duch Krystyny Starczewskiej. Połączony z jej materią. Teraz jest trochę inaczej, bo pani Dyrektor jest dyrektorką na Raszyńskiej i tutaj oddziałuje rzeczywiście bardziej duchowo. Ja myślę, że poradzimy sobie z tym jako nauczyciele.
Nauczyciele, którzy przychodzą do tej szkoły są z zasady zwolennikami takiego podejścia, że z uczniem się dialoguje, a nie mu się dyktuje. Ja lubię dyktować, ale też w ramach pewnego systemu - że uczeń ma prawo mieć 16 czy 18 lat, a nie od razu 21 i być dorosłym, ale to nie znaczy że jest petentem w tej szkole. Jestem przekonany, że nauczyciele przychodząc do tej szkoły są świadomi, że stawiają sobie samym bardzo wysokie wymagania. Intelektualne i emocjonalne. Bo oczywiście w normalnej szkole, w której autorytet instytucji pomaga nauczycielowi, wiele rzeczy jest z niego zepchniętych. Jak się uczniowie źle zachowują na lekcji w normalnej szkole to jest to wyzwanie również wobec tej instytucji. A u nas gdyby uczniowie rzucali kulkami w nauczyciela to byłby trochę problem tego nauczyciela - dlaczego ich nie porwał?
Bardzo precyzując duch szkoły to jest po prostu zespół przekonań jej nauczycieli. Nauczyciele przez wiele lat byli tutaj selekcjonowani, czy sami się selekcjonowali. Wśród nauczycieli, którzy tu uczą (a mamy ich prawie sześćdziesiątkę) w ogromnej większości mamy tych, którzy tu uczą przynajmniej cztery lata (niektórzy są w ogóle absolwentami tej szkoły). Co znaczy "Duch Bednarskiej"? To my sami nauczyciele, którzy tą szkołę tak, a nie inaczej kroimy.

Jak potwierdziły Rady Szkoły obu terytoriów w kasach ministerstw finansów jest fizycznie mniej bednarów niż zapisano w budżecie. Oznacza to, że Rady nie mogą uczniom wypłacić tyle bednarów ile sobie założyły. Trudno więc winić uczniów za nie wpłacanie czesnego bednarowego. Na Bednarskiej już od dawna nie widać żadnych objawów funkcjonowania systemu Bednarowego. Osobiście przez dwa lata liceum nie zarobiłem w normalny sposób ani jednego bednara.

A w jaki inny sposób Pan zarobił jak nie w normalny?

Pod koniec pierwszej klasy liceum, na zakończeniu roku szkolnego, otrzymałem od Rady Szkoły kopertę z równowartością rocznego czesnego bednarowego. Była to nagroda za prowadzenie serwisu internetowego, związana również z opublikowanym przeze mnie na forum tego serwisu tekstem w którym skarżyłem się na niewystarczającą do opłacenia czesnego ilość bednarów. Ale większość uczniów nie ma takiej szansy.

System bednarów, powiem rzecz dziwną, ale jest dla mnie rzeczą stosunkowo nową. Pamiętam jego początki, bo wtedy byłem w szkole wychowawcą, a potem jako nauczyciel, który miał w szkole tylko parę godzin, sam ani bednarów do ręki nie dostawałem, ani ich nikomu nie dawałem, nie miałem takiej okazji. Więc studiuję dopiero ten system, który jak wiadomo obrósł już różnymi opiniami i wydaje mi się, że wespół z Radą Szkoły (nawiasem mówiąc nie nadmiernie aktywną skoro przez dwa tygodnie szkoły nikt z Rady się nie pofatygował żeby odwiedzić nowego dyrektora i złożyć mu życzenia pełnienia tej funkcji jak najlepiej dla dobra społeczności szkolnej) no i w porozumieniu z Sejmem Szkolnym ten projekt będzie musiał być - można powiedzieć chyba jasno - zrewidowany.

Podobnie jest z niektórymi innymi elementami szkolnej demokracji. Na przykład pomimo słania pism nie udało mi się przekonać naszej Rady Szkoły do przestrzegania elementarnych punktów ustawy o informacji. Czy demokracja szkolna przeżywa ogólny kryzys?

Ja nigdy nie używam słów "kryzys demokracji", dlatego że nie mam pojęcia co to właściwie znaczy. Demokracja z zasady jest takim systemem (zwłaszcza demokracja ludzi, którzy robią to dobrowolnie i społecznie), w którym organizacja nie będzie mocnym punktem. Co nie znaczy że nie należało by przykręcać śruby i Pana akcja na rzecz jawności informacji jest dobrą akcją. A jeśli urzędnicy szkolni, choćby pełniący tę funkcję dobrowolnie, a nie dla pieniędzy, nie dają sobie rady z jakimiś swoimi obowiązkami to należy ich za to piętnować, bo to jest dobry obyczaj demokracji. Tylko ja w tym nie widzę kryzysu specjalnie. Odróżnijmy kryzys organizacji, od kryzysu demokracji. To jednak są dwie różne rzeczy.
Z natury jestem raczej autorytarny, poglądy mam raczej konserwatywne jeżeli chodzi o dziedzinę edukacji, a w życiu społecznym jestem demokratą. Nie widzę żadnego powodu żeby instytucje demokratyczne tej szkoły nie miały dużo więcej do powiedzenia niż w tej chwili, żeby ich zakres kompetencji nie był o wiele większy. Tylko w tym cały jest ambaras żeby dwoje chciało na raz. Jak demokracja mnie nie ogranicza to ja jako autorytarna władza wkraczam na te pole. A jak będzie mnie ograniczała to, powiem szczerze, będę dobrze współpracować, bo demokracja jest lepsza od autorytarzymu.

Zamierza Pan kontynuować linię poprzednich dyrektorów czy być dyrektorem-reformatorem? Co pan zamierza jeszcze w szkole zmienić?

Wszyscy nasi dyrektorzy, a było ich raptem dwie osoby (właściwie trzy, bo na samym początku przez dwa miesiące był Andrzej Wrede, ale mogę powiedzieć o Krystynie Starczewskiej i Dorocie Fiett) byli reformatorami. Nie było ani jednego takiego roku żeby czegoś w tej szkole nie poprawiono (lub nie popsuto, ale potem na szczęście z rzeczy psutych się raczej wycofywano). Także ja akuart mogę powiedzieć, że jestem tradycjonalistą to znaczy będę reformatorem.

Jak dotąd Pana najbardziej rzucającą się w oczy decyzją było ograniczenie dla nauczycieli w dostępie do ksera. Wzbudziła wielkie kontrowersje wśród samych nauczycieli, a również wśród uczniów, którym nauczyciele każą płacić za kartki rozdawane na lekcjach.

To nie nauczyciele każą im płacić, tylko dyrektor szkoły. Zawsze reforma czegoś co jest z pozoru nie odpłatne i wprowadzenie zasady, że to co było przecież w rzeczywistości odpłatne będzie odpłatne w sposób wymierny budzi nie zawsze pozytywne emocje. I tak jest zarówno z wielkimi reformami, jak w służbie zdrowia, czy z drobniutkimi reformami jak sprawa ksero. Ksero jest wbrew pozorom drobną rzeczą z punktu widzenia tego czym ta szkoła jest i co reprezentuje.
Nasze ksero kosztuje kilka tysięcy miesięcznie. Każda kopia to jest przynajmniej 12 groszy. Nie mam nic przeciwko temu żeby ksero działało, a także żebyśmy czytali kopie, ale dobrze by chyba było żebyśmy rozumieli że to kosztuje. To jest zdrowe. Kanapki, które są w bufecie kosztują jedna dwa złote, druga trzy złote i każdy wie dlaczego wybrał tą za dwa złote lub tą droższą. Jak kupuje się podręcznik to też jest wybór - jeden kosztują 19 złotych, a inny 99 złotych. Myślę, że kupując taki za 99 trzeba dobrze sobie odpowiedzieć na pytanie dlaczego właśnie ten. Wydaje mi się, że ta zdrowa zasada, że jak daję na coś pieniądze to nie mam wrażenia, że to jest nieodpłatne powinna działać tak samo w sprawie ksero. Skoro to kosztowało dużo pieniędzy to teraz sobie powiedzieliśmy prawdę - to kosztuje sporo pieniędzy. Mianowicie tyle i tyle. Jak przyjdzie Pan do mnie za miesiąc to ja prawdopodobnie byłbym mógł powiedzieć nawet ile pieniędzy na który przedmiot trzeba mniej więcej wydać na kserówki. Wydaje mi się, że w sprawie tego ksero to rozmawiamy jakby od drugiej strony. To znaczy wszystkie rzeczy w tej szkole niestety kosztują, a akurat wyjątkowo nie kosztowało ksero. To był taki wyjątek, który w moim przekonaniu dobrze było zlikwidować.
Mnie zawsze drażni kwestia odpłatności za edukację. Tu jestem akurat demokratą. Drażni mnie to, że bardzo ważny mechanizm elekcyjny w wyborze do tej szkoły jest taki, że jedni rodzice mogą zapłacić, a drudzy nie mogą. Sam jako nauczyciel tej szkoły (a moja żona też jest nauczycielką) mogę powiedzieć, że my byśmy nie wysłali tutaj swoich dzieci. Nie dlatego, że nam się duch Bednarskiej podoba, czy nie podoba, tylko po prostu nie mieli byśmy tych 700 złotych za miesiąc. Drażni mnie w związku z tym to, że szkoła nie może oferować kompletu podręczników każdemu z uczniów, a przynajmniej tym, których rodzice są mniej zamożni. Drażni mnie również taki drobiazg, że nie możemy każdemu dawać ksero, atlasów i Bóg wie czego jeszcze. Ale skoro to jest już wszystko odpłatne to już niech tak będzie.

Co należy do obowiązków dyrektora Bednarskiej?

Szczęśliwie mogę powiedzieć, że Bednarska ma teraz trójkę dyrektorów - panią Wandę Łuczak, panią Dorotę Fiett i moją skromną osobę. Żadne z nas nie narzeka na niedomiar pracy. Ja postanowiłem sobie, że będę zajmował się trzema rzeczami - nauczycielami, uczniami i finansami szkolnymi (oraz tym co można by określić jako "polityka zagraniczna szkoły", czyli kontakty z innymi instytucjami). Chwilowo jest tak, że przychodzę do szkoły dosyć wcześnie, rozmawiam z nauczycielami, następnie zostaje po południu rozmawiać z rodzicami i uczniami klas trzecich i wychodzę koło dziewiętnastej - dwudziestej. W wolnych chwilach zajmując się finansami szkoły.

Jak realnie wyglądają kontakty na szczeblu dyrektorskim między Bednarską i Raszyńską i dyrekcji Bednarskiej z samą panią Krysią Starczewską?

Na razie bardzo dobrze. Ja się w ciągu tych dwóch tygodni spotkałem kilka razy z Ewą Rutkowską i Krystyną Starczewską (czyli pozostałą parą z trójki dyrektorów zespołu szkół). Chyba żadna kwestia, którą mieliśmy uzgodnić nie trwała więcej niż 3-4 minuty.
Co do kontaktu z Krystyną Starczewską to muszę powiedzieć, że dopóki jestem tu dyrektorem to mam wrażenie, że urzęduję w gabinecie Krystyny (nawet jeśli fizycznie akurat moje pomieszczenie jest gdzie indziej niż Ona zwykła siedzieć), mam wrażenie że chodzę po szkole Krystyny i nawet takie, że uczę uczniów Krystyny. Myśle, że jeżeli przyszłość by się okazała dla mnie niezbyt szczęśliwa, mianowicie że żyłbym długo jako dyrektor Bednarskiej to przez następnych pięćdziesiąt lat te wrażenie mnie nie opuści. Tak jak amerykanów nigdy nie opuszcza wrażenie, że żyją w kraju Jerzego Washingtona, Tomasza Jeffersona i paru innych ojców założycieli.

Czego się Pan spodziewa po Walnym Zgromadzeniu Towarzystwa Przyjaciół I SLO, które odbędzie się pod koniec września?

Spodziewam się tego co jest zapisane w programie tego zebrania. To znaczy ustąpienia jednego zarządu, wyboru następnego zarządu, trochę oklasków dla pani Krystyny Starczewskiej i pozostałych dyrektorów szkół prowadzonych przez Towarzystwo, bo nam się te oklaski należą i pójście do domu koło godziny dwudziestej (mam nadzieję).

Czego możemy Panu życzyć jako dyrektorowi Bednarskiej?

(śmiech) Ale kogo ma Pan na myśli mówiąc "my"?

Bednarszok.

Żebyśmy się bardzo często spotykali - żebym miał dzięki Państwu możliwośc kontaktowania się z tymi, którzy BednarSzok czytają. Żeby ta część z wiadomościami przetrawionymi, przemyślanymi, podanymi raczej bez emocji górowała nad tą częścią BednarSzoku, która jest swobodną twórczością również tych ludzi, którzy nie trzymają języka na wodzy wtedy, kiedy powinni.

K O M E N T A R Z E
Komentarze ułożone rosnąco - najnowsze znajdują się na dole.
"Z natury jestem raczej autorytarny, poglądy mam raczej konserwatywne jeżeli chodzi o dziedzinę edukacji, a w życiu społecznym jestem demokratą."
Czyli lubię słodycze, przynajmniej są słone, ale najkwasniejszy jest smalec?
nadesłał Mazurek&Zalewski dnia 16-09-2004
O Mazurek i Zalewski? Proszę proszę - jeśli to nie ściema to znaczy że Wprost się nami interesuje :) Napiszcie panowie o nas notkę w najbliższej rubryce "z życia opozycji" :)
Dyplomata z pana dyrektora. "Nie widziałem tego konfliktu", "Odejście każdej osoby cos zmienia"...
A jeszcze co do tego kawałka o autorytaryzmie to o ile dobrze pamiętam to za moich czasów pan Jan Wróbel był zagorzałym pinoczetystą. Ciekawe czy coś się zmieniło? W każdym razie - po tym wywiadzie widać że idzie normalność :) Zreszta zwykle tak jest gdy zaczynają rządzić konserwatyści...
nadesłał Dominik M. dnia 16-09-2004
Sytuacji z ksero nie nazwalabym normalną.
nadesłał Pinomc dnia 16-09-2004
Taaa... Lepiej mieć wszystko za darmochę co? To jest typowa sytuacja - socjaliści twierdzą że coś jest darmowe ale tak naprawdę to i tak trzeba za to płacić. Więc chyba lepiej żeby było jasne kto i ile za to płaci nie? Przecież jak robisz ksero u pani Czesi to za to płacisz.
nadesłał Dominik M. dnia 17-09-2004
przy szkole w ktorje sie placi spore czesne nie jest to normalne. btw nikt nie pomyslal nad tym wczesniej - w takie rzekomo za balaganionej raszysnkiej z tego co sie orientuje to kombinuja z rozsylaniem materialow mailem uczniom, umieszczaniem ich na stronach do sciagania etc...

a tak poza tym mam wrazenie Dominiku ze twoja milosc do nawiazan do ''wielkiej'' polityki i swiata ''wielkich'' ideii tak jakby jest tak duza, ze uzywasz tych swoich nawiazan cokolwiek za wiele, a przez to czesto zupelnie nie slusznie i nie trafnie.

Pomijając to ze wynikaloby z tego ze socjalizm prowadzili przez lata twoi ulubieńcy :)
nadesłał tbk dnia 17-09-2004
Taaa... No cóż - tylko kilka sprostowań i ripost. Zacznę od tyłu :)
1) Moi ulubieńcy to znaczy kto?
2) Co do nawiązań to cóż... Taką mam naturę - dzięki nim można uwypuklić pewne rzeczy. To co jest normalne w skali dużej (płacenie za większość rzeczy) powinno być też normalne w skali małej. I poproszę o przykład nietrafnego nawiązania bo naprawdę staram sie tego nie robić bezmyślnie - może to ty po prostu nie do końca rozumiesz o co mi chodzi :P
3) No i na koniec 2 punkty dotyczące sedna sprawy.
Primo - ja i tak mam rację w kwestii płatności! Bo nawet jeśli się coś roześle mailem albo da do ściągnięcia to: po pierwsze płaci się za internet żeby to ściągnąć a po drugie za papier i toner w drukarce żeby to wydrukować! Więc tak czy siak trzeba zapłacić. Pozwolisz że znów nawiążę do wielkich idei i zacytuję Miltona Friedmana - "Nie ma czegoś takiego jak obiad gratis".
I secundo - kwestia czesnego. Możnaby powiedzieć że w szkole w której się płaci spore czesne można również wymagać aby każde dziecko dostawało komplet podręczników na początku każdego roku. Ale jak wiemy - tak nie jest. Za to w ramach sporego czesnego macie (bo ja już nie) wspaniałe programy socjalne które zostały jeszcze rozszerzone podczas ostatniego Walnego co doprowadzi do podwyżek czesnego o jakieś 100 zł. W każdym razie potrzeba będzie więcej kaski no i zaczęło się od likwidacji bezpłatnego xero... Za parę tysięcy miesięcznie można utrzymać z 5 Tybetańczyków. Naprawdę nie rozumiem skąd to oburzenie o to xero - trzeba się było zastanawiać skąd brać kasę na "bezpłatnych" uczniów przed podjęciem decyzji o zwiększeniu ich liczby a nie teraz biadolić że trzeba więcej płacić.
I tak już na sam koniec - płacenie za xero to naprawdę nie jest wielki wydatek a na 100% ukróci marnotrawstwo do jakiego prowadziło bezpłatne xero (zresztą jak każda "bezpłatna" usługa). Sam pamiętam jak za moich czasów przez błąd jakiś przy xerowaniu trzeba było np. 50 kopii czegoś wyrzucać do śmieci bo były bezużyteczne. I wydaje mi się że w takim kierunku idzie pomysł pana Dyrektora - aby ukrócić marnotrawstwo. Bo jak się za coś płaci to się pilnuje żeby to było dobrze zrobione.
nadesłał Dominik M. dnia 17-09-2004
To wszystko bardzo pieknie... Mysle ze nalezy posunac sie w ograniczaniu wydatkow jeszcze dalej: niech kazdy uczen przychodzi do szkoly ze swoim wlasnym kawalkiem kredy, scierka do tablicy oraz papierem toaletowym i mydlem! dzieki temu jeszcze bardziej bedzie mozna obnizyc koszty, a dodatkowo kazdy z nas doceni wartosc tychze produktow...
nadesłał a.m.o. dnia 17-09-2004
Właśnie. Wydaje mi się, chociaż może się mylę, że to straszne. Kserówki to niby mała sprawa, ale dość bulwersująca. Skoro nasi rodzice płacą dużo za szkołę i za podręczniki - to po co obarczać ich jeszcze kosztami za ksero.
Jeśli ktoś ma mało pieniędzy to może wypada także go oszczędzić - nie kazać mu jeszcze dodatkowo płacić za ksero. Chyba, że nie ma innego wyjścia.
To ma być rzekomo szkoła przyjazna i nastawiona otwarcie na wszystkich uczniów, a płacenie za kserówki nie kojarzy się raczej z tymi założeniami.
nadesłał marysia dnia 17-09-2004
A nauczyciele UŻYWAJĄ kserówek.
nadesłał Jasiek dnia 17-09-2004
Nie mowiac juz o tym, ze nie potrafie sobie wyobrazic np. lekcji polskiego bez kserowek - zeby "przerobic" chociazby minimum programowe musialbym pozyczac z biblioteki co tydzien na lekcje zestaw 3-10 ksiazek, wszystkie je nosic do szkoly, a potem przed matura i tak nie moglbym powtarzac bez ponownego wybierania sie do wypozyczalni...
nadesłał Regis dnia 17-09-2004
Chciałbym zauważyć tylko że (bo nie wiem czy zostałem dobrze zrozumiany) że decyzja jest słuszna pod tym względem że płacenie powinno się odbywać przez uczniów a nie przez szkołę. Natomiast nie jest słuszne to że czesne pozostaje na tym samym poziomie - powinno ono być obniżone o kwotę przeznaczaną na xero.
Ale jeszcze raz mówię - szkoła potrzebuje kasy bo będzie więcej bezpłatnych uczniów. Zaczęło się od likwidacji bezpłatnego xero a skończy na podniesieniu i tak już wysokiego czesnego. Trzeba się było zastanowić przed podjęciem decyzji o zwiększeniu programu socjalnego a nie teraz biadolić że trzeba więcej płacić.
nadesłał Dominik M. dnia 18-09-2004
AAA!
Jeżeli coś kompletnie dezorganizuje życie w szkole, to nie jest normalne. I przestań Dominiku wyjeżdżać z Friedmanem, on naprawdę nie ma tu zastosowania.
nadesłał Pinomc dnia 18-09-2004
Dominiku, o czym Ty mowisz na Boga? Kazac placic za ksero a potem robic Wielka Akcje obnizania czesnego? Wiesz ile beda kosztowaly kserowki z zawiadomieniami do rodzicow?!!
nadesłał s. dnia 18-09-2004
ostatnio zauważyłam, że w szkole dba się (chyba wyłącznie) o uczniów, którzy pieniędzy na czesne nie mają. Dyrekcja zakłada, jak mi się wydaje, (i to dosyć nie słusznie), że jeżeli kogoś stać na zapłacenie czesnego, to stać go na wszystko, czego dusza zapragnie: zwiększa się ilość bezpłatnych miejsc(kosztem tych "zamożnych"), wprowadza się opłaty za ksero, wymyśla się podręczniki za 100 zł czy wycieczki "nadobowiązkowe", na które trzeba wyjechać. I tak doją tych biednych rodziców jak bezpańką krowę na pastwisku...
nadesłał zzz dnia 19-09-2004
Nie ma zastosowania??? Friedman jest dobry na wszystko ;)
A tak na serio - np. na studiach niezależnie czy i jak wysokie czesne płacisz to za xerówki się płaci oddzielnie i za podręczniki też. Xerowanie to nie jest darmowa usługa i o ile się orientuję to nigdzie nie jest powiedziane że czesne za szkołę obejmuje darmowe xerówki.
A z tym niby zamieszaniem z obniżaniem czesnego to akurat fikcyjny problem bo i tak ogromna większość rodziców jak raz da zlecenie w banku na przelewy na konto szkoły to żadna siła i żadne zawiadomienia nie powodują zmiany przez nich wysokości kwoty przelewanej na konto szkoły.
No i tak na koniec - ja się wcale nie upieram żeby xero nie było "darmowe". Skoro tak przeciwko temu protestujecie to możecie chyba sprawę poruszyć na forum Sejmu Szkolnego? Od czegoś w końcu jest ta szkolna demokracja do jasnej cholery...
nadesłał Dominik M. dnia 20-09-2004
Dotychczas nie mialem nic przeciwko temu, ze ktos sie uczy z mojego czesnego. Ale teraz nastraja mnie to nieco inaczej - Jesli to wszystko jest prawda, co napisano wyzej, to moze jednak przystpujemy troche ta nasza "wspaniala dobroc" i policzymy ile mamy pieniedzy w kasie. Bo rzeczywiscie dojdzie do tego, ze karzemy uczniom sie skladac na krede i mydlo, zeby kogos przyjac. Albo cala klasa bedzie sie skladac na pensje dla nauczyciela? Poza tym, choc wiem to z bardzo niepewnego zrodla, wiec prosze mnie poprawic jesli sie myle, podobno szkole stac na finansowanie testow na narkotyki? Jesli tak, to moze podpiszemy petycje, zeby nasze testy poszly na xero - wole miec kserowki, niz dowiedziec sie ze nie biore narkotykow, o czym dobrze wiem. A jak jakis narkoman bedzie chcial pomocy, to niech sam sie po nia zglosi. Pomoc na sile, to gowno a nie pomoc. Powinnismy odblokowac ksero dla nauczycieli i darowac sobie demonstarcje tolerancyjnosci. Nie musimy przeciez nikomu niczego udowadniac.
nadesłał kupa dnia 24-09-2004
Wydaje mi się, że wydatki na ksero, mocz (hehe) i "chińczyków" to są zupełnie innego rodzaju (i wielkości) wydatki i nie wpływają na siebie w jakimś ogromnym stopniu.
nadesłał Jasiek dnia 29-09-2004

D O D A J K O M E N T A R Z
Nick:


E-mail:


Komentarz:


BednarSzok.pl 1999 - 2006
Pewne prawa zastrzeżone