"BednarSzok" był Niezależnym Internetowym Serwisem Informacyjnym poświęconym Zespołowi Szkół "Bednarska". Działał w latach 1999-2006.
Poniższe informacje prezentowane są wyłącznie dla celów archiwalnych.
Poniższe informacje prezentowane są wyłącznie dla celów archiwalnych.
![]() Marcin Rossa, Bednarszok: Czemu postanowiliście wziąć udział w kampanii przedreferendalnej? Tomek Ode: Postanowiłem wziąć udział w kampanii referendalnej na "nie" dlatego, że czułem zwyczajne obrzydzenie tym, co się w kraju dzieje wokół "informacji" europejskiej i bardzo chciałem żeby Bednarska (bez względu na moje poglądy w kwestii europejskiej) wyróżniała się z tego natłoku obrzydliwej propagandy. Chciałem godnie reprezentować opcję na "nie", abstrahując teraz czy to jest moja opcja, czy nie jest to moja opcja, wydawało mi się, że warto żeby były dwie możliwości. Karol Trammer: Ja powiem to trochę inaczej niż Tomasz. Po prostu byłem przeciwnie nastawiony do akcji na "tak" akcesji polski do Unii Europejskiej i postanowiłem podzielić się tą informacją ze społecznością szkolną, a przy okazji zaobserwowałem zjawiska, które w prawdziwym demokratycznym organizmie nie powinny mieć miejsca. Były przypadki zrywania plakatów antyunijnych, wyrzucania ulotek, także przez osoby z dyrekcji. A opozycję trzeba szanować. T.O.: Chciałem jeszcze dodać, że również jestem przeciwnikiem Unii Europejskiej, tylko z tego nie wynika, że będę brał udział w jakieś kampanii, mogę po prostu skreślić "nie" i na tym skończyć. Głównym powodem, dla jakiego rozlepiałem plakaty antyunijne była chęć przeprowadzenia w szkole przyzwoitej kampanii referendalnej. M.R.: Podczas spotkania z Panią Różą Thun było dokładnie widać waszą reakcję na "nie", która została stłumiona... T.O.: ...przez Tomasza Stryjka. Ale nie pierwszy raz się z tym spotykam. Sam organizowałem debatę przed prawyborami parlamentarnymi w naszej szkole, rok temu, i też miałem wrażenie, że nie jest mile widziana moja obecność jako organizatora, tym bardziej, że chciałem zabrać głos. Pan Tomasz Stryjek bardzo fachowo przeprowadził całe to spotkanie, ale mamy żal, że byliśmy z Karolem zbyt mało obecni M.R.: Nie było to spotkanie obiektywne? T.O.: Nie, nie było to spotkanie obiektywne. Zaszło pewne nieporozumienie - byłem przeświadczony, że będzie to spotkanie na temat Unii Europejskiej, że to będzie spotkanie przeciwników i zwolenników Unii Europejskiej, a było to spotkanie werbunkowe do fundacji im. Roberta Schumana. Pod sam koniec, kiedy Pani Thun była przerażona tym, że musi odpierać naszą argumentację albo przynajmniej odpowiadać na nasze pytania, zwróciła się o pomoc do prowadzących. Została podjęta interwencja w wyniku, której nie mogliśmy zabrać głosu i zaczęło się właściwe w myśl Pani Róży Thun i tego drugiego człowieka, który tam był, spotkanie, czyli rozdawanie znaczków, czyli informowanie o tym, co można zrobić żeby pomóc fundacji Schumana. To nie było spotkanie na temat Unii Europejskiej, być może wyniknęło z tego nieporozumienie. K.T.: Proszę zwrócić uwagę na zachowanie Pani Róży Thun, która przychodzi, by nas przekonać (głównie niezdecydowanych) do głosowania na "tak". A co się dzieje - przychodzi kobieta, którą jednym pytaniem wyprowadza się całkowicie z równowagi, która krzyczy, wyzywa mnie od kretynów i frustratów cytujących "NIE" [pismo prowadzone przez Jerzego Urbana - silnie związane z SLD - przyp. red.], a nie robi tego po co przyszła. Miała przedstawić, tak się spodziewałem, rzeczowe argumenty na "tak". Nie usłyszałem właściwie ani jednego. M.R.: Pani Krystyna Starczewska również jest za wstąpieniem polski do Unii Europejskiej, ale oficjalnie mówi, że szkoła jest apolityczna. Czy zgadzacie się z tym stwierdzeniem? T.O.: Uważam, że apolityczność szkoły to jest pewna fikcja. Bardzo cenię zdanie Pani Krystyny Starczewskiej, jest to jedyna osoba, która poświęciła sporo swojego czasu w szkole, na próbę przekonania mnie do głosowania na "tak" i bardzo to sobie cenię. Oczywiście nie przekonała mnie, jestem zadeklarowanym przeciwnikiem tego co się stało 7 i 8 czerwca. Wracając do pytania, apolityczność szkoły jest absolutną fikcją. Szczególnie takiej szkoły gdzie większość młodzieży jest politycznie zaangażowana, a przynajmniej politycznie uświadomiona. Jak rozumiem intencją pytania było wykazanie kontrastu między deklaracjami tej apolityczności, a jawnością poparcia Uni Europejskiej. I rzeczywiście kontrast istnieje i uważam, że Pani Dyrektor nie tylko ma prawo, ale wręcz powinna, będąc dla większości z nas ogromnym autorytetem, zadeklarować jak będzie głosowała, a mrzonki o apolityczności szkoły to jednak bym schował do szuflady. K.T.: Można jeszcze uznać, że noszenie znaczka "tak w referendum" nie jest sprawą polityczną, bo inicjatywa była obywatelska, nie polityczna. Jednak pewnego dnia zauważyłem na ubiorze Pani Dyrektor znaczek "tak dla Polski" Platformy Obywatelskiej, a to jest już jawne przyznawanie się do sympatii politycznej. T.O.: A to ja muszę powiedzieć, że jestem zdziwiony. Nie spodziewałem się, że Pani Dyrektor Starczewska będzie chciała mieć coś wspólnego z takimi organizacjami jak PO. To jest dla mnie szok absolutny, w wypadku Pani Dyrektor celowałbym Unię Wolności. Nie mam nic przeciwko temu, żeby ktoś nosił sobie znaczek PO (gorzej jeżeli widzę ludzi z koszulkami z sierpem i młotem na przedzie, to jest zupełnie inna sytuacja). Platforma Obywatelska dziwi mnie na ubiorze Pani Starczewskiej, ale nie mam nic przeciwko temu. M.R.: Podczas ciszy wyborczej Pani Starczewska kazała wam... T.O.: Ja chciałem nadmienić, że nie było czegoś takiego jak cisza wyborcza, nie było decyzji rady szkoły w sprawie ciszy wyborczej... K.T.: Gdzie ta demokracja?! T.O.: Doceniam fakt zaangażowania Pani Dyrektor Starczewskiej i Pani Profesor Marty Ługowskiej w rozwój demokracji szkolnej, doceniam ogromne zaangażowanie, które tym razem polegało na zrywaniu plakatów antyunijnych i pozostawieniu kilku, honorem zaręczam, że tak było, choć je potem zerwałem, plakatów prounijnych. Więc sam fakt tej ciszy wyborczej jest dosyć problematyczny, ale oczywiście Pani Dyrektor Starczewska miała prawo podjąć taką decyzję. Gorzej z wykonaniem, rzeczywiście zostały plakaty prounijne na ścianach, a nasze nie zostały. To tylko tyle w tej sprawie, nie mam nic przeciwko ciszy wyborczej jeżeli taka decyzja jest podejmowana przez kompetentne gremia. K.T.: Warto tylko zauważyć, że normalnie cisza wyborcza dotyczy mediów elektronicznych, radia, telewizji, a plakaty zdejmuje się 30 dni po głosowaniu, choć i tak spotykam na mieście plakaty z 89 roku T.O.: Chciałem tylko jeszcze dodać w tej sprawie, że o ile dobrze pamiętam jednego dnia zaczęliśmy naszą kampanię rozwieszania czarno-białych plakatów, a drugiego dnia one zostały już zerwane i de facto mieliśmy naprawdę bardzo mało czasu by dotrzeć do opinii szkolnej z naszymi treściami. A też pytanie czyja cisza wyborcza jest ważniejsza, czy Pani Krystyny Starczewskiej, Marty Ługowskiej i Bednarskiej czy cisza wyborcza przed referendum państwowym. Jak widać wszystkie plakaty antyunijne wiszą, choć 7 i 8 czerwca było prawdziwe referendum. M.R.: Czyli myślisz, że dlatego nie udała się wasza kampania antyunijna i większość zagłosowała na "tak" w naszym szkolnym referendum? T.O.: Myślę, że nasza szkoła pod względem upodobań politycznych jest bardzo specyficzna. To jest szkoła w dużym stopniu środowiskowa. K.T.: W gimnazjum na Ochocie, takim normalnym, państwowym, nr 15 przy ulicy Siemieńskiego 43% było na "nie". M.R.: Czy przez okres przedreferendalny byliście w jakiś szczególny sposób traktowani przez obywateli społeczności szkolnej? T.O.: Byliśmy traktowani jak pajace, dla wielu było rzeczą niesłychaną, że pojawiają się ludzie, którzy w sposób poważny (w moim mniemaniu oczywiście), racjonalny są gotowi głosić poglądy antyunijne. To był dla wielu ludzi tutaj szok. Dlatego traktowano nas w sposób niegodny i robiono sobie z nas żarty. K.T.: Na przykład kierowano w moją stronę okrzyki "już nie błaźnij", "daj spokój Trammer". Nie takiej dyskusji politycznej spodziewam się w szkole przy ulicy Bednarskiej. T.O.: Mieliśmy również bardzo nieprzyjemne incydenty, co chwila oblepiano nas nalepkami "tak w referendum". Uważam, że jest to przekroczenie granicy tak zwanej nietykalności osobistej w kodeksie karnym, ale tak daleko nie chciałbym zachodzić. M.R.: W konstytucji szkolnej jest mowa o tym, że każdy ma prawo do wyznawania swojego światopoglądu i nie będzie za to w żaden sposób dyskryminowany. T.O.: Nie czuję się w żaden sposób dyskryminowany, oficjalnie przynajmniej nie mogę powiedzieć, że się czuję dyskryminowany, bo nie mam na to absolutnie żadnych dowodów. Mam wrażenie, że mamy do czynienia z pewną presją, jest to presja środowiska ludzi, którzy są ideologicznie związani z Unią Wolności, Platformą, z Gazetą Wyborczą. To jest presja, a nie dyskryminacja. Muszę powiedzieć, że mam wrażenie, że stosunek przynajmniej jednego nauczyciela do mnie bardzo się zmienił pod wpływem mojego zaangażowania w kampanię antyunijną. Kto to jest oczywiście nie powiem. M.R.: A co podczas spotkania z Panią Różą Thun? T.O.: Podczas tego spotkania rzeczywiście bardzo się nieswojo poczułem w momencie, w którym ja i Karol byliśmy przez długi, długi czas jedynymi osobami zainteresowanymi zabraniem głosu, a Pan Stryjek sprawiał wrażenie jakby na siłę poszukiwał innych głosów z sali tylko po to, żeby nas nie dopuścić do głosu. To było bardzo nieprzyjemne. K.T.: Spotkanie z Różą Thun wyglądało dla mnie jak typowa masówka, na którą musieli chodzić nasi rodzice, bo inaczej musieli się liczyć z poważnymi konsekwencjami. Oczywiście tu poważnych konsekwencji by nie było jak by ktoś nie przyszedł, ale jak już przyszliśmy to charakter był jak przed 89 rokiem T.O.: Mam wrażenie, że bardzo wielu osobom zależy na kształtowaniu wizerunku szkoły na zewnątrz i to bardzo dobrze, tylko pytanie czy dobry wizerunek to znaczy wizerunek szkoły jednolitej politycznie. A na tym spotkaniu odniosłem wrażenie, że o taki wizerunek chodziło. Że wszyscy jesteśmy za. M.R.: Czy wynieśliście coś z tych zdarzeń związanych z referendum w naszej szkole? T.O.: Nie zamierzam w szkole prowadzić działalności politycznej nigdy więcej, bo po prostu sparzyłem się. Nasuwa mi się takie porównanie, jak jedziesz do Francuzów to rozmawiasz po francusku, jestem na Bednarskiej, więc muszę zaakceptować to, że tutaj się oczekuje pewnej postawy politycznej albo braku postawy politycznej w przypadku niemożności zaakceptowania tej pierwszej. Bednarska jest jak gra w chińczyka, jeżeli staniesz na różowym to nikt ci nic nie zrobi. M.R.: A co z naszą demokracją? T.O.: Mam wrażenie, że nasza demokracja ma się kiepsko, odnoszę wrażenie, że strasznie sztywniejemy, jeszcze trzy lata temu można było sobie pozwolić na Bednarskiej na dużo więcej. Przykład procesu Karola, który został pozwany o jakieś dowcipne dopiski. Nnazwano to ośmieszaniem demokracji. Myślę, że jest to pewne przegięcie. Podobnie pozwoliliśmy sobie z Karolem Trammerem na mały dowcip, na przeinaczenie wyników prareferendum szkolnego. Za zgodą prezesa Stryjka zostaliśmy przydzieleni do komisji wyborczej liczącej głosy, własnoręcznie podpisaliśmy oficjalny protokół, gdzie były oficjalne wyniki wyborów zaakceptowane przez dyrekcję. A potem dla zwykłego dowcipu postanowiliśmy wywiesić wyniki sygnowane tylko i wyłącznie naszymi nazwiskami. Wyniki co do których nikt nie mógłby mieć żadnych wątpliwości, że są nieprawdziwe i są żartem. Zostaliśmy strasznie skrzyczani przez Panią Dyrektor Starczewską. K.T.: Chciałem się jeszcze odnieść do sprawy sądowej przeciwko mnie, o której wspomniał Tomek. Zarzucano mi, że niszczę demokrację Bednarską, a mój brat, który chodził do drugiego rocznika również robił takie rzeczy i mówił, że wszystkich to bawiło, wszyscy uważali, że tak wygląda demokracja. Więc kto się zmienił uczniowie czy nauczyciele? T.O.: Szkoła sztywnieje. Szkoła sztywnieje i to bardzo źle świadczy o demokracji. Im bardziej demokracja jest nadęta tym bardziej świadczy o niej, że źle działa. M.R.: Czyli demokracja nie jest najlepszym wyjściem? T.O.: Jest oczywiście najgorszym, tylko że różnica pomiędzy globusem politycznym, a mapą szkół warszawskich jest taka, że na globusie mamy prawie wszędzie demokrację, a gdzie nie gdzie tylko monarchię, w szkołach zaś mamy wszędzie dyktaturę, a tylko na Bednarskiej demokrację i dlatego tę szkołę cenię. Przy wszystkich moich wyrzutach do tego systemu uważam, że warto było zdecydować się na ten eksperyment trzy lata temu i nie żałuję mimo tego wszystkiego, co się dzieje. K.T.: Również nie żałuję, tylko po prostu dostrzegam złe strony i uważam, że powinienem się o nich sygnalizować, a nie dusić te problemy w sobie i nie wiem, dlaczego takie są reakcje na to, że mówię to co uważam. M.R.: Krystyna Starczewska stworzyła tę szkołę by każdy mógł wypowiadać swoje poglądy. T.O.: Nikt nam formalnie nie zabroni głoszenia swoich poglądów, ale odniosłem wrażenie, że nikt nie był, przynajmniej w sprawie unijnej, przygotowany na to że może pojawić się inne zdanie, a to świadczy o tym, że wybitni, inteligentni, światli, otwarci na drugiego człowieka ludzie byli w kompletnym szoku stając naprzeciwko eurosceptyka. To świadczy o skali propagandy, z jaką mieliśmy do czynienia w Polsce. M.R.: Na łamach BednarSzoku jesteście bardzo krytykowani za swój stosunek do Unii. T.O.: Owszem, chciałem powiedzieć, że bardzo mi się nie podobają te komentarze na mój i Karola temat na stronach BednarSzoku, nie dlatego że są krytyczne lecz dlatego, że nie są podpisywane imieniem i nazwiskiem. K.T.: Tak to jest poważny problem, bo szanuję wszystkich, którzy biorą udział w dyskusjach i podpisuję się Karol Trammer. T.O.: Ja również podpisuję się swoim nazwiskiem i dlatego jak Karol jestem pod ostrzałem krytyki, każdy może mi nawsadzać jako Tomkowi Ode, a nie jakiemuś bliżej niezidentyfikowanemu "nickowi". Więc apeluję do wszystkich, którzy chcą mi nawsadzać, żeby to robili pod własnym imieniem i nazwiskiem. Ja nie jestem panem Rochem Dunin-Wąsowiczem i potrafię odpierać argumenty i jeżeli ktoś mi rzuca rękawicę to nie uciekam do sądu. Więc gwarantuję, że różne rzeczy mogą się tam pojawiać i moja granica odporności jako człowieka zajmującego się działalnością publiczną jest bardzo duża, tylko proszę się podpisywać imieniem i nazwiskiem. "Chcę nawsadzać Tomaszowi Ode, ale ja również jakoś się konkretnie nazywam", tak powinno to wyglądać, a nie wygląda niestety. M.R.: Zostałeś teraz pozwany, Tomku, przez Rocha za zrywanie plakatów prounijnych, czy to jest słuszny zarzut? T.O.: Uważam, że ten pozew jest absolutnie nie słuszny i będę tego dowodził przed sądem, ale wolałbym nie wchodzić w szczegóły bo to mogłoby bardzo nadwyrężyć moją linię obrony. Zapraszam na proces. M.R.: Kiedy się odbędzie? T.O.: W najbliższy poniedziałek o godzinie 17.00 w stołówce odbędzie się proces. Wytoczony, mam takie poczucie, nie tyle mojej osobie, co demokracji, bo została w sposób jawny naruszona wolność głoszenia poglądów moja i Karola Trammera, jako głównych inicjatorów akcji antyunijnej. Ale o tym na procesie. M.R.: Bardzo dziękuję.
|
BednarSzok.pl 1999 - 2006
Pewne prawa zastrzeżone
Pewne prawa zastrzeżone

